10 sposobów na unikanie zmartwień

Staram się żyć w miarę powoli. Staram się dostrzegać w tym, co mam i co się aktualnie dzieje jak najwięcej dobrego. Szukam powodów do wdzięczności. Eliminuję rzeczy nieważne, wyrzucam przedmioty, ograniczam zakupy, spotykam się ludźmi, którzy mnie inspirują. Cieszę się macierzyństwem i znajduję czas na swoje zainteresowania. Staram się nie narzekać, bo nie mam na co. Jednak nie potrafię uniknąć zmartwień. O bliskich, o zdrowie, o przyszłość. Mam tak od zawsze, że raczej wyobrażam sobie czarne scenariusze. Ale coraz częściej patrzę przez różowe okulary. Silę się aby moja szklanka była do połowy pełna.

Jeśli, tak jak ja, jesteś z grupy osób, które mają tendencje do zamartwiania się, przejrzyj moje sposoby na radzenie sobie z problemami i stresem. Może uda mi się podpowiedzieć Ci jakieś praktyczne rozwiązania.

Nie rozpamiętuj przeszłości

Nie ma sensu rozdrapywać starych ran. Szkoda na to czasu. Co było, minęło. Wszystko, co wydarzyło się w przeszłości wpłynęło na to kim jesteśmy. Jeśli spotkało Cię nieszczęście – ciesz się, że już masz to za sobą. Jeśli popełniłaś gafę – wyciągnij z niej wnioski. Jeśli sprawiłaś komuś ból – pogódź się z konsekwencjami, przeproś i idź dalej. Miałam jeszcze niedawno w zwyczaju wyobrażanie sobie, co mogłam zrobić inaczej, aby wydarzenia z przeszłości potoczyły się lepiej. Gryzłam się, że nie pomyślałam na czas, co można komuś odpowiedzieć, albo jak można coś zrobić. Po co? Przecież od myślenia przeszłość się nie zmienia. Daj spokój. Zamiast planować przeszłość, na którą nie masz juz wpływu, zajmij się tym, czym żyjesz teraz.

Nie martw się na zapas

Podobnie jest z przyszłością, chociaż na nią mamy jakiś wpływ. Tylko, że planowanie w szczegółach to strata czasu. Nauczyłam się już, że dobrze jest mieć plan, ale z planami jest tak, że trzeba je dostosowywać do sytuacji zastanej. Więc lepiej nie tracić czasu na szczegóły i nie martwić się na zapas. Lepiej nauczyć się elastycznego podejścia i łapać okazje. Obserwować i korzystać z możliwości, które podsuwa nam los. A problemy często rozwiązują się same, albo okazują się nie tak dużymi, jak myśleliśmy na początku. Często martwimy się o coś, o czym nie wiemy wszystkiego. Póki nie znamy wszystkich faktów – nie konfabulujmy. Nie znasz wyników badań? Nie szukaj sposobu na chorobę. Kiedy wiesz już wszystko – nie masz na co czekać, możesz działać.

Wyjdź do ludzi

Wydaje Ci się, że masz problem i nie masz znikąd pomocy. Otwórz się na ludzi. Ludzie z natury są dobrzy i chętnie pomagają. A jaką mają wiedzę! Nie wstydź się pytać. Nie bądź Zosią Samosią, tak jak ja, i nie odmawiaj pomocy. Kiedy mi ktoś proponuje pomocną dłoń, odruchowo mówię: „nie trzeba, dziękuję”, ale ostatnio, nawet jeśli tak powiem, to zaraz gryzę się w język. Niby dlaczego mam wszystko robić sama? A pomaganie to też przyjemność, więc korzyść jest obopólna.

W kontekście problemów biznesowych – ludzie chętnie dzielą się wiedzą i podpowiadają co robić dalej. Nie podejrzewają spisku i próby przejęcia rynku, bo wiedza jest ogólnie dostępna, a jednak tylko jakiś procent odnosi sukcesy w danej branży. Nie wystarczy wiedzieć, trzeba jeszcze działać. Więc jeśli masz problem – zastanów się kogo możesz spytać o rozwiązanie. To jest prostsze niż myślisz!

Nie przejmuj się opiniami innych

Zdarza się, że możesz trafić na kogoś, kto nastąpi Ci na odcisk. Otwierając się przed kimś, możesz zostać odtrącona, albo wyśmiana. Mogą spotkać Cię słowa krytyki. Ale czy warto się tym przejmować? Jedyna ważna opinia o Tobie to ta Twoja. To Ty musisz mieć o sobie dobre zdanie – wtedy inni mogą mówić i pisać co chcą. Mów sobie na głos co Ci się w Tobie podoba, powtarzaj w czym jesteś dobra i szukaj potwierdzenia w całusach dzieci, maślanym spojrzeniu męża, pochwałach szefa i odhaczonych punktach na liście zadań. Spisuj sobie, co dobrego zrobiłaś danego dnia, z czego jesteś zadowolona. Pracuj nad sobą, buduj wiarę w to, że możesz wszystko. A krytykę potraktuj jako motywację do działania. Przeanalizuj i idź dalej.

Olewaj konwenanse

Częstą przyczyną zmartwień są konwenanse. Jakieś normy narzucone przez społeczeństwo, z którymi nie musisz się zgadzać. Czy jest sens naginać się do czegoś z czym Ci nie po drodze? Czy warto psuć sobie humor próbując dokonać wyboru między dobrem własnym, a uznaniem otoczenia? Ja nie uznaję powiedzenia, że „darowanemu koniowi w zęby się nie zagląda”. Zaglądam, a owszem. Jeśli chodzi o prezenty i upominki dla moich dzieci, to nie mam skrupułów. Dziadkowie długo nie mogli tego zrozumieć. Ale to już ich problem.

Pomyśl o najczarniejszym scenariuszu

Gdzieś przeczytałam o takiej metodzie. Jeśli czymś się martwisz, spróbuj wyobrazić sobie co najgorszego może się wydarzyć. Załóż nawet, że tak może być. Spróbuj znaleźć rozwiązanie tej sytuacji i pamiętaj, że później będzie już tylko lepiej.

W problemach szukaj ich pozytywnych aspektów

Jak to mówią: „każdy kij ma dwa końce”. Może czasem trzeba na prawdę ruszyć głową, aby znaleźć jakąś korzyść płynącą z trudnej sytuacji, ale na pewno z każdej się da. Ciężka choroba otwiera oczy na to, co ważne. Wraca wiarę w ludzi. Prostuje priorytety. Bankructwo firmy daje nowe doświadczenia nie do wyuczenia z książek oraz więcej wolnego czasu. Rozstanie z ukochanym daje wizję nowego, mądrzejszego związku. Krzyczące i marudzące dzieci, które nie dają Ci nic zrobić szybciej padną wieczorem, a Ty odpoczniesz.

Nie myśl za długo

Im dłużej będziesz się zamęczać ponurymi myślami, tym gorzej. Jeśli już musisz coś przemyśleć, przedyskutować, zrób to jak najszybciej. I zamknij temat. Nie ma dla mnie nic gorszego, niż niezakończone problemy, które ciągle gdzieś mi się kłębią w głowie. Znasz ten ból, kiedy kładziesz się wieczorem do łóżka i przychodzi Ci do głowy mnóstwo przykrych albo niezałatwionych rzeczy? Zapomnij o tych z przeszłości. Przyszłość odłóż całkiem na bok, dopóki nie poznasz wszystkich faktów. Powtórz sobie, że jesteś najlepsza i ze wszystkim sobie poradzisz. Zastanów się kto może Ci pomóc. Kiedy w końcu podejmiesz decyzję co począć w sprawach pilnych, nie wracaj do niej, tylko działaj zgodnie z planem. Rozprawiaj się z problemami taśmowo. A wieczorem poczytaj książkę.

Zaakceptuj fakt, że doba ma 24 godziny

To jest często największy problem. Brak czasu. Mamy tyle rzeczy do zrobienia, że nawet, jeśli doba miałaby 36 godzin, to dalej byłoby za mało. Mamy za dużo informacji, za dużo porównań do innych, za dużo ambicji, za dużo pracy, za dużo planów, zwłaszcza tych na kiedyś, które nas najbardziej frustrują. Wydaje się niemożliwym osiągnięcie równowagi i spokoju w życiu. A jednak niektórym się udaje.

Masz dwa wyjścia:

  1. Zaakceptować to, że doba ma 24 godziny. Zgadzasz się na szybkie życie, bo lubisz, ale nie stresujesz się tym, czego nie udało Ci się zrobić, tylko cieszysz z tego, co zdziałałaś. Tak już musi być, że zawsze jest coś jeszcze. A jeśli masz ochotę na odpoczynek, to odpoczywasz, bo i tak zawsze będziesz mieć zaległości.
  2. Zaakceptować to, że doba ma 24 godziny. Nie godzisz się na dziki pęd bez końca. Spisujesz priorytety. Eliminujesz rzeczy nieważne i nic niewnoszące do Twojego życia. Skupiasz się na sobie, a nie na innych. Żyjesz wolniej.

Zażywaj endorfin

Niezależnie od wszystkiego, zawsze możesz zafundować sobie działkę hormonów szczęścia. Potańcz z dziećmi do skocznej muzyki, idź pobiegać, zjedz tabliczkę czekolady, śmiej się głośno, uprawiaj seks. Tak łatwo poprawić sobie nastrój. A kiedy humor jest lepszy, wszystkie problemy wydają się mniejsze.

Jeśli chcesz żyć pełnią życia, cieszyć się tym co masz, skupiać na najważniejszym, musisz radzić sobie ze zmartwieniami i lękami. Ja sama mam z tym spory problem. Martwię się na zapas o dzieci, kiedy zostają z kimś innym. Brak mi wiary w moje pomysły. Za bardzo przejmuję się opiniami innych. Jednak pracuję nad sobą, bo wiem, że „życie zaczyna się tam, gdzie kończy się lęk”.

 

To była moja lista. A Ty, co byś dopisała?

Ania.

 

Jak pozbyć się zbędnych myśli

Od czasu do czasu dopada mnie ten stan, kiedy potrzebuję restartu procesora. Kiedy skaczę od jednej do drugiej myśli, nie kończąc żadnej. Kiedy wydaje mi się, że tyle rzeczy trzeba przeanalizować, drugie tyle zaplanować, a…

Jedno, bardzo ważne pytanie, kiedy rodzina jest priorytetem

Proste nauki są najtrudniejsze. Już dawno temu zauważyłam, że jeśli coś jest oczywiste, to przechodzi się obok tego obojętnie. Ale kiedy ktoś powie to głośno i zwróci uwagę na istotę rzeczy, wtedy dopiero nas oświeca.

  • Beatta Sz-P

    11. Jak coś Cię martwi – działaj i nie trać równowagi 🙂 Jak powiedział A. Einstein: Life is like riding a bicycle. To keep your balance, you must keep moving.

    • Oj, tak! Jak działasz, to nie masz czasu na bzdury. Przesz do przodu.

  • ostatnio na wycieczce w trakcie zwiedzania cmentarza Lwowskiego, pani przewodniczka powiedziała nam, że jeden znany poeta zmarł w wyniku nowotworu, powstałego na skutek…zmartwień i stresów. Od razu połowa z nas pomyślała, że w takim razie długo nie pożyjemy. Żarty żartami, ale… trochę się zmartwiłam (ha, wszędzie te zmartwienia). Dzięki za wpis, mam nadzieję, że coś zostanie w mojej nadwrażliwej główce 😛
    /magdasierocinska.wordpress.com/

    • Ciężko uwierzyć, że stres ma wpływ na nasze zdrowie, prawda? Moja tarczyca może to potwierdzić 😉

  • Dobrze jest oddzielić to na co mamy wpływ od tego na co wpływu już, albo w ogóle nie mamy. Zgadzam się z tym, że nie ma co rozpamiętywać przeszłości. Dobrze jest przepracować ze sobą to, co już się wydarzyło, wyciągnąć wnioski i potem już do tego nie wracać. Dla mnie wciąż dużym problemem jest martwienie się na zapas. Zawsze tworzę najczarniejsze scenariusze, ale staram się z tym walczyć i chyba jestem na dobrej drodze.

    • Czarne scenariusze były kiedyś moją zmorą. Jest lepiej. Trzymam kciuki za Ciebie i pozytywne myślenie 🙂