7 zasad budującej rozmowy

Dużo się u mnie ostatnio dzieje. Coraz więcej w moim życiu makramy, coraz częściej moje myśli kręcą się wokół sznurków. Jednocześnie ciągle staram się upraszczać i zwalniać. Nie jest to łatwe, kiedy masz w głowie mnóstwo pomysłów. Jednak, kiedy przypomnisz sobie o swoich priorytetach, wiesz, że trzeba wybrać. Pewne rzeczy trzeba ograniczyć, żeby skupić się na tym co najważniejsze. Żeby przy planowaniu przyszłości nie przegapić czegoś, co dzieje się właśnie teraz. W celu wyciszenia myśli, wieczorami staram się sięgać po książki.

Ponieważ ograniczam ilość przedmiotów w domu, w tym książek, częściej bywam w bibliotece. Polecam takie rozwiązanie z kilku względów:

  • nie trzeba wydawać pieniędzy na nowe książki (możesz ewentualnie zapłacić karę za przetrzymanie wypożyczonych pozycji);
  • nie trzeba szukać miejsca na półkach na nowe wydawnictwa;
  • nawet, jeśli zależy Ci bardzo na jakiejś książce, możesz ją najpierw wypożyczyć i sprawdzić, czy rzeczywiście jest warta Twoich pieniędzy. Mi się nie raz zdarzyło z wypiekami na twarzy czekać na kuriera z książkami, po czym te zachwalane okazywały się całkiem kiepskie;
  • w bibliotece masz duży wybór i możesz książkę najpierw przekartkować, żeby sprawdzić czy ma u Ciebie szansę;
  • może nie być tego, czego szukasz. To jest zaleta o tyle, że wtedy wybierzesz coś innego, co może Cię całkiem pochłonąć. Tak mi się przytrafiło ostatnio.

Wychowanie do szczęścia

Poza książkami o minimalizmie, powolnym życiu i makramie, bardzo interesują mnie pozycje związane z wychowywaniem dzieci. Takie, które nawiązują do rodzicielstwa bliskości, szacunku dla małego człowieka. Takie, które otwierają oczy na pozornie proste rzeczy, a jednak bardzo istotne w kształtowaniu osobowości dziecka. Szukam książek, które podpowiadają jak nie przeszkadzać dziecku w naturalnym rozwoju, ale kochać i wspierać. I żeby było jeszcze piękniej, jak to robić, żeby cała rodzina żyła w zgodzie i szczęściu, a każdy jej członek mógł rozwijać się w tym, czym chce. Ostatnio w bibliotece sięgnęłam po książkę „Wychowanie do szczęścia” autorstwa Iwony Majewskiej – Opiełki. Wzięłam ją w ciemno, a okazała się skarbnicą mądrości. Jak w tytule, autorka podpowiada jak postępować, żeby wychować dziecko na szczęśliwego człowieka.

Jak się często okazuje, praktyki pożądane w kontaktach z dziećmi można śmiało przenieść do świata dorosłych. Wybierając do tego wpisu fragment o empatycznej komunikacji, która jest tak ważna przy wychowywaniu dzieci na szczęśliwych ludzi, pomyślałam sobie, że każdy z nas chciałby, aby inni wkładali trochę wysiłku w to co mówią. Żeby rozmowa była przyjemniejsza, nacechowana wzajemnym zrozumieniem i chęcią wsparcia drugiej osoby.

Zasady empatycznego słuchania

chociaż wg mnie chodzi generalnie o rozmowę. Nie wystarczy słuchać z empatią – trzeba jeszcze odpowiednio dobierać przekaz.

  1. Pozwalamy dokończyć wypowiedź. Robimy po niej krótką pauzę, nie spieszymy się z odpowiedzią. Ludzie mają tendencję do dokańczania rozpoczętych czynności. Zatem przerywanie wypowiedzi może powodować, że rozmówca jest wciąż na etapie jej kończenia (nawet gdy przestał mówić i wydaje się, że słucha) i nie słyszy tak naprawdę tego, co mówimy. Nie należy przerywać szczególnie komuś, kto naładowany jest emocjami. Trzeba pozwolić mu wyrzucić z siebie wszystko, co chce przekazać. W przypadku dzieci jest to szczególnie ważne. Pauza jest po to, aby osoba, która m nas słuchać, miała wrażenie, jak ważne jest dla nas to co powiedziała.
  2. Parafrazując wypowiedź, upewniamy się, że dokładnie zrozumieliśmy intencję naszego rozmówcy. Przyczyna kłótni i nieporozumień często leży właśnie w tym, że niedokładnie zrozumieliśmy wypowiedź rozmówcy. Z rozmowy wyłapujemy to, co z jakiegoś powodu bliższe jest naszemu poglądowi na różne sprawy lub potwierdza nasze obawy, zastrzeżenia czy inne emocje. W grzecznej wypowiedzi mężczyzny kobieta jest w stanie usłyszeć wyznanie miłosne i odwrotnie – w zdawkowych odpowiedziach – kobieta, która widzi zagrożenie dla związku, może usłyszeć informacje, których wcale tam nie było. Z dziećmi sprawa jest o tyle trudniejsze, że czasami słuchamy ich wyrywkowo (zwłaszcza małe dzieci) lub myśląc o czym innym. Potem mamy do nich pretensje.
  3. Zadajemy pytania, aby lepiej zrozumieć osobę, z którą rozmawiamy. Chodzi o prawdziwe zrozumienie problemu drugiego człowieka.
  4. Wyrażamy uczucia. Dlaczego? Bo nikt nie ma ochoty mówić do kogoś, kto nie okazuje, że słucha, że czuje, że rozumie. Skinieniem głowy, uśmiechem lub inną adekwatną miną trzeba reagować na to, co mówi rozmówca. Jest to dowód na słuchanie i właściwe rozumienie. Ważne jest aby patrzeć często w oczy mówiącego. Tam są zwykle prawdziwe emocje. Umiejętność odkrywania prawdziwych emocji pozwala naprawdę zrozumieć rozmówcę i właściwie zareagować.
  5. Nie radzimy. Dlaczego dzieci przestają nam opowiadać niektóre sytuacje, dlaczego nie zawsze zwierzają się z porażek? Nie chcą rad! Tak, nie chcą rad i kazań, których in nie szczędzimy. Chętnie odkryłyby przed nami swoje kłopoty, gdyby się nie obawiały, że zostaną skrytykowane za to, że do nich doprowadziły, a potem dostaną instrukcję jak z tych kłopotów wyjść. Udzielamy im rad, nie zajmując się uczuciami, nie pozwalając czasem nawet w pełni ich wyrazić. Najbardziej przykre jest to, że udzielane im rady są często czymś, czego sami nie potrafimy zrobić w swoim życiu. Przez to brzmią mało przekonywająco i są w zasadzie rodzajem oceny, a nie pomocą.
  6. Nie oceniamy. Mówmy nie o tych, z którymi rozmawiamy, ale o faktach i naszych uczuciach.

Od siebie dodałabym jeszcze:

  1. Nie porównujemy. Czasem wydaje nam się, że jak wypunktujemy komuś co robi gorzej niż ktoś inny, to zaraz dostanie kopa motywacyjnego i weźmie się do roboty. Otóż działa to zupełnie odwrotnie. Tym bardziej, nie można stosować takich praktyk w rozmowach z dziećmi, bo każde rozwija się w swoim tempie, każde jest inne i ma inne predyspozycje i umiejętności. Poza tym, dobrze jest skupić się na konkretnej osobie, niż rozważać jej zachowania w kontekście innych osób o których wiemy dużo mniej.
  2. Nie mówmy podniesionym głosem. Oczywiste, chociaż przy dzieciach bywa trudne.

Autorka zaznacza jednocześnie, że pozytywny kontakt emocjonalny z rozmówcą nie zmienia faktu, że powinniśmy:

  • przekazywać to, co mamy do przekazania;
  • zwracać uwagę na istotne rzeczy czy też dyscyplinować;
  • przekazywać postanowienia związane z konsekwencjami zachowań naszych dzieci.

Bardzo bym chciała, aby dorośli, którzy na co dzień są zabiegani, zestresowani, często głodni i źli, rozmawiali z dziećmi w ten sposób. Żeby chociaż znali te zasady i próbowali się ich trzymać. Wiadomo – nie od razu Rzym zbudowano, ale ponoć praktyka czyni mistrza. Nie widzę wymówek, które usprawiedliwiałyby brak naszych starań w rozmowie z dziećmi, ale przecież gdybyśmy praktykowali empatyczne komunikowanie się z innymi dorosłymi, świat stałby się lepszy.

Ania.

Czego nie powinnaś robić na warsztatach, czyli kiedy nauka jest fajna

Ten wpis tylko niechcący zbiega się z początkiem września, kiedy nauka staje się tematem numer jeden. Bo nauka w szkole jest obowiązkiem, który rzadko kiedy ma coś wspólnego z nauką dla przyjemności i z pasji. Mi…

Jak pozbyć się zbędnych myśli

Od czasu do czasu dopada mnie ten stan, kiedy potrzebuję restartu procesora. Kiedy skaczę od jednej do drugiej myśli, nie kończąc żadnej. Kiedy wydaje mi się, że tyle rzeczy trzeba przeanalizować, drugie tyle zaplanować, a…

  • Poruszasz bardzo ważny temat. Ja również wyznaję zasady empatii, choć nie są one łatwe. Ważnym dla mnie słowem w rozmowach (czy to z dorosłymi czy dziećmi) jest szacunek do rozmówcy- a ten możemy właśnie wyrazić w tym, że pozwalamy drugiej osobie dokńczyć myśl, że prawdziwie słuchamy czy zadajemy pytania. Porównywanie- to bardzo ciężkie wyzbyć się tego, ale zgadzam się z Tobą- każdy jest inny, na swój sposób wyjątkowy i dobrze skupić się właśnie na nim.

    • Tak jak piszesz, temat niełatwy, mimo, że łatwo się o nim pisze. Rozmowa pełna szacunku dla drugiej osoby to głównie praca nad sobą.

  • Każdy rodzic powinien przechodzić obowiązkowe szkolenie z zakresu empatycznej komunikacji przed urodzeniem dziecka, a potem jak szczepionkę powinno się mu tą całą wiedzę przypominać. Cieszę się, że dziś dostałam swoją ‚szczepionkę:)

  • Piaty punkt tak bardzo skojarzył mi się z facetami, którzy od razu chcą Ci dawać gotowe rady nie rozumiejąc że My chcemy się im czasem po prostu wygadać 🙂

    PS. Fajnie że zwalniasz. To wielka sztuka której naprawdę nie łatwo się nauczyć.

    • Ha! To prawda. Chociaż ja bardziej pomyślałam o tym, jak staram się ciągle podpowiadać dzieciom jak lepiej coś zrobić, zamiast dać im swobodę działania i możliwość nauki na błędach. Zwalniam. I tak jak piszesz, nie jest to proste. Dzisiaj np. wychodzi mi tak sobie 😉 Pozdrawiam!