Co to jest Kaizen i dlaczego mój nowy rok jeszcze się nie zaczął

W Nowy Rok wkroczyłam powoli. Bez komputera i (prawie) bez telefonu. W zasadzie można powiedzieć, że dalej wkraczam, bo nie czuję, że już kilka dni stycznia mi uciekło. W zeszłym roku miałam już o tej porze rozrysowaną piękną mapę myśli ze swoimi celami do osiągnięcia, a w tym nie mam nawet kalendarza. I mam wrażenie, że bez kalendarza nie uda mi się nic zrobić. Cały zeszły rok, w kuchni na wyspie, leżał mój kalendarz, w którym zapisywałam swoje codzienne listy, wtykałam między kartki różne ulotki i listy „luźne”, zbierałam inspiracje, notowałam gdzieś z boku pomysły. A teraz? Muszę jak najszybciej kupić kalendarz, bo mój rok się chyba nigdy nie zacznie.

 

Ale też mi się jakoś nie spieszy do planowania. W ogóle nie wiem, czy będę sobie stawiać jakieś cele, czy pójdę na żywioł. Bo to prawda, że z nowym rokiem wydaje mi się, że góry przeniosę, a wszystkie moje pomysły się zmaterializują i koniecznie muszę je spisać. Tylko, że nauczona doświadczeniami roku zeszłego, wiem, że życie i tak płynie swoim torem i czasem trzeba skręcić z obranej drogi. Trzeba plany dostosować do zastanej sytuacji. Przynajmniej moja sytuacja, kiedy jestem w domu z dziećmi i one są dla mnie priorytetem, wymaga często kompromisów. Oczywiście mam w głowie plany, które pragnę zrealizować w tym roku, ale daleka jestem od ustalania z góry kiedy to nastąpi i w jakim stopniu. W 2015 miałam plany rozwoju firmy. I nawet magazyn wynajęłam. Niedługo potem pojęłam, że biznes muszę odpuścić, żeby cieszyć się tym, co dla mnie najważniejsze. Czy to porażka? Skąd!

 

Inne moje spostrzeżenie jest takie, że za dużo sobie naplanowałam i nie były to tylko proste rzeczy. Pani Swojego Czasu bardzo dobrze opisała to, co mam na myśli. Jak we wszystkim, tak i w planowaniu – co za dużo, to nie zdrowo. Bo psyche cierpi, kiedy nie odhaczasz wszystkiego planowo.

 

Przewartościowując wszystko w zeszłym roku, doszłam do wniosku, że nie potrafię ogarnąć pewnych rzeczy inaczej niż małymi kroczkami. I tu jest miejsce dla Kaizen.

 

Co to jest KAIZEN?

 

Kaizen to filozofia / metoda / technika / strategia / koncepcja zarządzania. Nie wiem do końca, ale działa. Jest to sposób, który wymyślili Amerykanie w czasie Wielkiego Kryzysu na wykorzystanie istniejących zasobów korporacji w celu ich rozwoju. Zamiast innowacji i rewolucji, w czasach, kiedy brakowało ludzi, maszyn i pieniędzy, a zapotrzebowanie na sprzęt wojskowy rosło, do wzrostu zdolności produkcyjnej USA przyczyniła się metoda ustawicznego rozwoju małymi krokami, czyli Kaizen. Wtedy się tak jeszcze nie nazywało, ale wkrótce zostało zaadaptowane w odbudowującej się po wojnie Japonii. Japońskie firmy, w procesie podejmowania małych kroków, w krótkim czasie osiągnęły zawrotny wzrost wydajności. Kaizen funkcjonuje w świecie i wiele firm, również polskich, korzysta z usług konsultantów Kaizen, którzy pomagają w rozwoju małymi krokami.

 

No dobra. Kaizen to metoda stosowana w korporacjach. Jak ma się do mojego gniazdka? Mój dom to nie fabryka, a rodzina to nie personel magazynu, a jednak, żeby wszystko funkcjonowało dobrze i żeby jak najmniejszymi kosztami osiągać jak najwięcej szczęścia, trzeba mieć jakieś wypracowane sposoby i nawyki. Tak jak właściciel firmy może nie ogarniać ludzi, zapasów i maszyn, tak gospodyni domowa może mieć problem z organizacją i funkcjonowaniem domu. Uważam, że takie narzędzia, jakie są dostępne w Kaizen, sprawdzą się również u mnie. Wiesz już, że lubię listy i systematyzowanie spraw. Kaizen podpowiada mi co może mi stać na drodze do spokoju i porządku oraz jak sobie z tym radzić.

 

Główne założenie to małe kroki. Nie musisz mieć dużo pieniędzy na inwestycje ani dodatkowych ludzi, żeby wprowadzić zmiany. Czasem wydaje nam się, że duża zmiana wymaga rewolucji. Ja zawsze myślałam, że aby uporządkować swoją szafę, muszę mieć na to cały dzień. Nie wiem kiedy nastąpi mój wolny dzień, ale na pewno nie zamierzam go wykorzystywać na sprzątanie! A szafę posprzątałam. Małymi krokami właśnie. Udało mi się to osiągnąć sprzątając jedną półkę dziennie. Połączyłam to z pozbywaniem się niepotrzebnych i nieużywanych ubrań i moja szafa w końcu opustoszała. Zawitał w niej ład, porządek i wolne miejsce też. Teraz już nie jest tak pięknie, bo żeby było czysto, to trzeba też konsekwencji i systematyczności, a nad tym jeszcze pracuję.
Niektórzy małe kroki sprowadzają do absurdalnie małych kroków, ale jeśli działa? Bo przyszłoby Ci do głowy, żeby regularne nitkowanie zębów zaczynać od jednego zęba każdego wieczoru?

 

To dlaczego niby małe kroki są lepsze?

 

Bo nie przeżywasz szoku. Bo kiedy zakładasz, że w nowym roku wystartujesz ze swoją firmą to masz strach w oczach i nie wiesz od czego zacząć. A jeśli rozłożysz to na cele pośrednie, takie które nie bolą, jak na przykład wymyślenie nazwy, zarejestrowanie działalności czy wykupienie domeny, to wiesz, że jest to realne do osiągnięcia. Małymi krokami dojdziesz do własnej firmy.
Nawet jeśli chcesz zacząć ćwiczyć dwa razy w tygodniu jogę, może okazać się, że taka zmiana jest dla Ciebie za poważna, jeśli przez ostatnie kilka lat ze sportem nie miałaś nic wspólnego. Bo pozytywne zmiany w życiu też budzą lęk. Im bardziej radykalne zmiany chcesz wprowadzić, tym bardziej lęk Cię osłabia. Małe kroki natomiast pobudzają kreatywność, stymulują racjonalne myślenie i wyłączają lękową reakcję mózgu.

 

Nie zrozum mnie źle. Nie jestem żadnym ekspertem od Kaizen. Przeczytałam dawno temu jedną książkę. Wbiło mi się to w głowę i nie dawało spokoju. Wiedziałam, że do tego wrócę, ale nie wiedziałam kiedy. Ostatnio przeczytałam drugą książkę i pomyślałam, że może, poza popularnym ostatnio minimalizmem, jest to sposób na ulepszanie siebie i porządkowanie otoczenia. Na eliminowanie muda, czyli „marnotrawstwa”.

 

Kaizen to wiele konkretnych pojęć i narzędzi, a mi wydaje się, że potrafię dostosować je do swojej rzeczywistości. Ciekawa jestem co z tego wyjdzie.

 

Zaciekawił Cię ten temat? A może już  znasz Kaizen? Daj znać. Ja i tak w to brnę, ale ciekawa jestem, czy Ty też poszukujesz nowych narzędzi do wprowadzania porządku w swoim życiu.

 

Ania.

Minimalizm nie jest łatwy. Co na to Joshua Becker?

Z założenia minimalizm to prosta sprawa. Pozbywasz się wszystkiego czego nie potrzebujesz, oczyszczasz swoją przestrzeń, robisz miejsce na ważne rzeczy i doświadczenia. Bo w minimalizmie stawiamy na doświadczanie. Na świadome przeżywanie, na bycie tu i…

Kilka (mniej oczywistych) faktów o Szwedach

Nie tak dawno wróciłam ze Sztokholmu. Od dawna marzyłam o wycieczce do Skandynawii i, choć może dwa dni w stolicy Szwecji to nie pełnia szczęścia, udało mi się coś niecoś zobaczyć. Wędrowałam od rana do…