Dlaczego minimalizm jest dobry dla dzieci

Jeśli interesuje Cię idea minimalizmu, ale masz dzieci i uważasz, że to się nie może udać – przeczytaj ten tekst. Jeśli masz dzieci, a minimalizm uważasz za nową modę i nie zgadzasz się z tym, że dziecko powinno mieć tylko jedną zabawkę, to przeczytaj wpis do końca, a dowiesz się, że nie w tym rzecz, żeby dzieciom żałować zabawy.

Od jakiegoś czasu porządkuję mieszkanie. Robię to małymi krokami, przedzieram się przez warstwy.  Nie jestem w stanie zrobić tego szybko, bo będąc w domu z dwójką dzieci po prostu się nie da. Ale kropla drąży skałę. Już widzę pierwsze efekty. Czytając blogi i książki o minimalizmie, analizując jego założenia, więcej rozumiem i więcej jestem w stanie wyrzucić. I nie chodzi mi tylko o przedmioty. „Wyrzuciłam” Facebook’a  z telefonu i jak się okazało, moje życie nie runęło w gruzach. Pozbywam się złych emocji i nie reaguję już gwałtownie na porysowane krzesła, bo to tylko krzesła. Eksperymentuję z różnymi formami ekspresji, szukając tego co daje mi przyjemność i relaksuje.

A moje dzieci? One nie rozumieją o czym czyta mama. Dalej bałaganią, rozrzucają zabawki i nakrętki od butelek. Biegają, marudzą, brudzą. Rysują po krzesłach i ścianach, rozbijają talerze i rozlewają wodę. Im więcej zabawek, tym bardziej się cieszą. Nie raz pomyślałam: „Co ja tu się wysilam z jakimś minimalizmem? Przecież tu nigdy nie będzie czysto!”. Bo do tanga trzeba dwojga, a dom będzie uporządkowany jak wszyscy będą o niego dbać. Wiadomo, dzieci nie dbają. Mają to daleko w nosie.

Minimalizm, jednak, nie sprowadza się do wyrzucania przedmiotów. W skrócie można napisać, że chodzi o eliminację tego, co zbędne, żeby wygospodarować więcej czasu i miejsca na doświadczenia. Żeby otwierać się na ludzi i przeżywanie. My, dorośli, porządkujemy swoje szafy, żeby poświęcać jak najmniej czasu na sprzątanie. Ograniczamy social media, żeby wyskoczyć na kawę ze znajomymi. Próbujemy zminimalizować ilość przedmiotów w domu do tych niezbędnych i ulubionych, żeby nie tracić energii na myślenie o nich, a spożytkować ją na zabawę z dziećmi właśnie. Uczymy się nawyków, które uporządkują nam czas, eliminujemy rozpraszacze, wyciszamy w sobie chęć pogoni za pieniądzem, próbując zrozumieć lepiej własne potrzeby. Uczymy się siebie i jak żyć w zgodzie ze sobą samymi.

Tego właśnie chcemy dla naszych dzieci. Żeby spędzały czas na zabawie, spełniały swoje marzenia, oddawały się swoim pasjom. Chcemy, żeby były mądre i umiały rozróżniać to co dobre, ważne i wartościowe od tandety, chwilowych mód kreowanych przez media. Chcemy, żeby otaczały się ludźmi i przedmiotami, które będą dla nich ważne i które je wzbogacą. A jeśli największą radość sprawiają im ostatnio wojny Star Wars w każdej postaci? Fruwające gwiezdne stwory, porozrzucane poduchy? Wspierajmy je w tym i bawmy się z nimi. Zabawa będzie jeszcze lepsza. I róbmy swoje.

Bądźmy wzorem. Poszukujmy, eliminujmy, doświadczajmy i pokazujmy naszym dzieciom jak to się robi. Nie od dziś wiadomo, że dzieci uczą się najwięcej przez naśladowanie rodziców.

Dlaczego minimalizm jest dobry dla dzieci?

Minimalizm jest dobry dla dzieci z tego samego powodu, z którego jest dobry dla dorosłych. Pokazywanie dzieciom od małego jak minimalizować to co zbędne ma tą przewagę nad wdrażaniem jego założeń z opóźnieniem, że młody człowiek wyjdzie z domu rodzinnego z wiedzą, która uchroni go (może) przed wyścigiem szczurów, niekontrolowanymi zakupami, toksycznymi relacjami, bałaganem w dorosłym życiu.  Minimalizm:

Minimalizm pokazuje, że szczęście nie zależy od stanu posiadania i że nie należy przywiązywać się do przedmiotów.

Szczęście to nie nowa sukienka, ale spotkanie z przyjaciółką. To nie godzina spędzona bezmyślnie przed telewizorem, a wspólna zabawa albo spacer. To my, codziennie, dokonując najprostszych wyborów, uczymy dzieci co jest w życiu ważne. To są inteligentne bestie, które wszystko widzą i słyszą, nawet z końca mieszkania przez zamknięte drzwi. Dlaczego mojego roczniaka tak ciągnie do komórki mamy? Bo mamę ciągnie. Niestety, jeszcze są dni, kiedy odruchowo zerkam na telefon, albo noszę go przy sobie, w razie jakby ktoś potrzebował się ze mną pilnie skontaktować. Prawda jest taka, że nawet jak zadzwoni w innym pokoju, to go usłyszę. I czasem wygląda to tak, że wszystko jest ważne, ale telefon najważniejszy, bo większość czynności przeplatam inspirując się Instagramem. Walczę z tym i widzę, że da się żyć bez telefonu w ręku, a dni, kiedy leży gdzieś dalej, są bardziej produktywne i ciekawsze. Kiedy maluchy mogą odnieść wrażenie, że przedmioty są najważniejsze? Kiedy mama krzyczy za pomazane krzesło albo ścianę. Kiedy bardziej martwi się potłuczonym kubkiem niż skaleczonym paluszkiem. Kiedy nie pozwala rzucać zabawkami, bo się zepsują, a to przecież taka fajna zabawa. Minimalizm odwraca naszą uwagę od przedmiotów. Nawet największa ilość najfajniejszych przedmiotów nie czyni z nas lepszych i mądrzejszych ludzi, dlatego nie należy się do nich zbytnio przywiązywać. Gonimy za karierami i pieniędzmi, żeby kupować coraz więcej i coraz lepiej. Otaczamy się rzeczami. Wypełniając czas pracą, zobowiązaniami i projektami odwracamy się od ludzi. Powinno być odwrotnie. Uczmy dzieci, że szczęście to radość z tego, co się robi. To spotkania z innymi ludźmi i przygody. To rozmowy i chwila spokoju. Niech widzą, że rodzice nie poprawiają sobie humoru wyprawą do galerii handlowej, ale sportem. Że czytają książki, poszerzają horyzonty, otwierają się na nowe możliwości i nie boją się zmian. To co przyniesie los, przyjmują ze spokojem, bo nie będąc tak bardzo zależnymi od przedmiotów i pieniędzy, zawsze dadzą sobie radę.

Minimalizm uczy sztuki eliminowania niepotrzebnych rzeczy i porządku. 

Brnąc w eliminowanie nadmiaru w swoim otoczeniu coraz odważniej pozbywam się pewnych rzeczy. I widzę szansę na to, że zapanuje ład i porządek. Że w końcu w każdej szafce znajdzie się wolne miejsce. Że nie będzie mi brakowało półek, a każda rzecz będzie miała swoje własne miejsce w domu. Nie jest to łatwe. Łatwo jest się zapędzić w odkładanie na później. W chowanie po kątach rzeczy do naprawienia. W czekanie, aż kiedyś nadejdzie ten dzień, kiedy użyjemy nieużywanej od lat rzeczy. Nasze nawyki będą kiedyś nawykami naszych dzieci. Jeśli odkładacie zepsute zabawki w kąt, powinien włączyć Ci się alarm. Jeśli nie wyrzucacie od razu wypisanych flamastrów, a niekompletne puzzle czekają nie wiadomo na co, to zastanów się, czego uczą się Twoje dzieci. Dzieciom należy tłumaczyć, że przedmioty, które są bezużyteczne, nie mają miejsca w domu. Trzeba się ich pozbyć. Jeśli kiedyś była to ulubiona zabawka – trzeba się cieszyć, że dała dziecku tyle radości, ale już czekają na nie nowe, inne doświadczenia. Umiejętność eliminowania śmieci jest bardzo cenna, bo oczyszcza naszą przestrzeń i pomaga utrzymać porządek. Nauczmy dzieci, że lepiej jest mieć mniej zabawek, ale kompletnych i dobrej jakości. Wtedy zabawa jest lepsza, a sprzątanie łatwiejsze, bo wystarczy odłożyć zabawkę na swoje miejsce (przecież każda zabawka ma swój domek, prawda?). Minimalizm zakłada, że otaczamy się tylko niezbędnymi przedmiotami, albo takimi, które dają nam radość. Pomóż dziecku pozbyć się zabawek, którymi się już nie bawi. Pokaż jak utrzymywać porządek i umiar.

Minimalizm oczyszcza przestrzeń, eliminuje uczucie przytłoczenia i zagubienia. 

Będąc ostatnio w przepięknym pensjonacie w Bieszczadach, zachwyciłam się jego klimatem. Tworzyły go różne obrazy, rzeźby, pamiątki i inne drobne przedmioty, które były wszędzie. Oczywiście był ogień w kominku i przewspaniali właściciele, ale dom był pełen dekoracji, które potęgowały wrażenia. Niestety, po jakimś czasie zaczęły mnie przytłaczać. Z jaką przyjemnością przekroczyłam próg swojego mieszkania – jasnego, uporządkowanego, bez zbędnych dekoracji. Poczułam spokój.  Nie da się pracować w bałaganie, kiedy wszystko Cię rozprasza. Nie da się odpoczywać w zagraconym salonie. A dzieci? Moje, kiedy na podłodze wymieszane są wszystkie zabawki – marudzą. Chwytają raz za niekompletne klocki, za chwilę za piłkę, którą nie mają gdzie pograć, z potem za ludzika Lego, ale bez samochodu. Frustracja +100. Jak dziecko ma się na czymś skupić, kiedy otaczają go same rozpraszacze? Jak ma poświęcić nawet 15 minut na zabawę, jeśli żadnej nie może skończyć? Jak ma wybrać coś wartościowego z bałaganu? Wdrażając w domu zasady minimalizmu, z czasem porządkujesz z dziećmi również zabawki. Eliminujesz te zepsute, niekompletne albo nieodpowiednie do wieku dziecka. Każda pełnowartościowa zabawka ma swoje miejsce w pokoju, jest nawet wolna półka, na którą w razie potrzeby, można odłożyć coś więcej. Nie unikniemy bałaganu kiedy dzieci się bawią, ale taki bałagan łatwo jest później opanować. Dziecko może szybko nauczyć się tego samo. Taka oczyszczona przestrzeń dziecka uspokaja je. Uczy porządku i eliminuje negatywne uczucia – przytłoczenie nadmiarem i zagubienie w tonie przedmiotów.

Minimalizm pobudza kreatywność i chęć do działania.

Kiedy mam w domu porządek, wszystko jest na swoim miejscu, moje myśli też są poukładane i spokojne. Łatwo się wtedy skupiam, nabieram ochoty do działania. Kiedy nie nękają mnie żadne negatywne emocje, nie docierają do mnie przykre i przytłaczające wiadomości z telewizji i social mediów, świat wydaje mi się piękniejszy i zaraz znajduję sobie jakieś zajęcia. Nabieram ochoty na spotkania, przychodzą mi do głowy nowe pomysły na fajne projekty oraz na kreatywne spędzenie czasu z dziećmi. A dzieciom bałagan przeszkadza jeszcze bardziej. Kiedy mają dookoła za dużo bodźców – gubią się. Kiedy mają za dużo zabawek – co chwilę sięgają po inną, ale tak na prawdę nie bawią się żadną, bo co chwilę coś nowego odwraca ich uwagę. Nie mają wtedy nawet możliwości, żeby pomyśleć kreatywnie i wymyślić sobie jakiegoś zajęcia skupiającego ich uwagę na dłużej. Jeśli pomożemy dzieciom eliminować nadmiar nieużywanych albo popsutych zabawek, jeśli zorganizujemy im przestrzeń tak, aby każda rzecz miała swoje miejsce i jeśli postaramy się zminimalizować ilość zabawek do niezbędnego minimum, dzieci będą miały możliwość do swobodnego myślenia i tworzenia. Będą wymyślać nowe zastosowania do starych zabawek, będą naśladowały dorosłych, będą bardziej skore do współpracy z rodzeństwem. Nagle może się okazać, że najlepszą zabawą jest budowanie z poduch z kanapy statków, rakiet kosmicznych, skoczni narciarskich i labiryntów. Codziennie przez dwa miesiące (przykład z życia wzięty).

Minimalizm kieruje na ludzi i doświadczanie a nie na rzeczy i posiadanie. 

Wyobraź sobie, że porządki zajmują Ci połowę czasu, który przeznaczasz na nie teraz. Wyobraź sobie, że masz tak skomponowaną garderobę, że nie musisz co sezon uzupełniać szafy. Że posiłki masz zaplanowane tak, że zakupy robisz raz w tygodniu. Ile wtedy masz dodatkowego czasu? Na co go przeznaczasz? Wszyscy narzekamy, że nie mamy czasu na spotkania ze znajomymi, na kino czy teatr, wreszcie na spokojne 15 minut przy filiżance herbaty albo półgodzinną kąpiel. Eliminując to, co nie jest Ci potrzebne, zyskujesz czas, który możesz wykorzystać na to, czego tak Ci brakuje. I możesz pokazać dzieciom co jest ważniejsze i przyjemniejsze. Kiedyś, jako dzieci, spędzaliśmy większość czasu z innymi dziećmi na dworze. Nie mieliśmy tylu zabawek ani tabletów. Ile to dzisiaj wspomnień? Ile doświadczeń? Ile przyjaźni? Nikt nam tego nie zabierze. Dzisiaj dzieci mają inne priorytety, a rodzice mniej czasu, żeby je naprowadzać na właściwą drogę. Organizując sobie czas i przestrzeń możemy pomóc dzieciom zrobić to samo. Możemy w ten sposób pomóc im gromadzić relacje z ludźmi i doświadczenia. Mam nadzieję, że moje dzieci będą wolały bieganie za piłką od grania w piłkarzyki na komputerze i spotkania z kilkoma przyjaciółmi od wirtualnych kontaktów z wieloma wirtualnymi znajomymi na Facebook’u.

O tym, jak można uczyć dzieci minimalistycznego podejścia do życia napisał kilka słów Leo Babauta. Wychował szóstkę małych minimalistów. Polecam lekturę.

A Ty? Uważasz, że minimalizm to wymysł współczesnych, znudzonych ludzi? Kolejna moda? Czy może wierzysz, że podążając tą drogą można nauczyć się dużo o sobie i wskazać właściwy kierunek dzieciom?

Ania.

Minimalizm nie jest łatwy. Co na to Joshua Becker?

Z założenia minimalizm to prosta sprawa. Pozbywasz się wszystkiego czego nie potrzebujesz, oczyszczasz swoją przestrzeń, robisz miejsce na ważne rzeczy i doświadczenia. Bo w minimalizmie stawiamy na doświadczanie. Na świadome przeżywanie, na bycie tu i…

Kilka (mniej oczywistych) faktów o Szwedach

Nie tak dawno wróciłam ze Sztokholmu. Od dawna marzyłam o wycieczce do Skandynawii i, choć może dwa dni w stolicy Szwecji to nie pełnia szczęścia, udało mi się coś niecoś zobaczyć. Wędrowałam od rana do…

  • Ewa

    Bardzo mądry tekst. Zmusił mnie do myślenia.
    Na początku najbardziej uderzyło mi chyba to wyrzucenie fb z komórki. Genialny pomysł! Trzeba pokonać swoje uzależnienie i pójść w tym kierunku…
    A co do dzieci – łapię się czasem na tym, że kiedy jedziemy do bezdzietnych (a więc i „bezzabawkowych” znajomych) myślę: „Czym one się tam będą bawić? Zanudzą się, a nas zamęczą”. I wtedy staje się cud. Dzieci bawią się najlepiej na świecie! Całe mieszkanie jest dla nich polem zabawy, a kreatywności to im trzeba tylko zazdrościć 🙂
    To działa. Naprawdę. Im mniej, tym więcej 🙂

    • Anna

      Działa, działa:) A Fejsa trudniej jest wyrzucić niż bez niego żyć. Polecam!

  • Bardzo mądry tekst! Same wartościowe uwagi! Jestem zwolenniczką takiego podejścia do wychowywania dzieci i jeszcze nikt, kto zna moją rodzinę nie powiedział, że moje dzieci nie mają szczęśliwego dzieciństwa, bo są dręczone przez Mamę minimalistkę:) A co do sprzątania to moje dzieci wchłonęły całą moją pracę i a moim przykładem nauczyły się dbać o zabawki i czystość w pokoju, nie są uzależnione od telewizji, tabletu (choć czasem z nich korzystają), za to mają ogromną wyobraźnie, uwielbiają książki i są po prostu fajnymi dzieciakami! Minimalizm polecam każdemu, bo dzięki niemu wbrew pozorom łatwiej się żyje:)

    • Anna

      Bo właśnie o to chodzi, żeby sobie ułatwiać życie i mieć więcej czasu na przyjemności, np. na książki. U nas też książki rządzą, a wyobraźni nam nie brak 🙂

  • Bardzo fajny artykuł i mądre podejście, też chciałabym tak wychować dzieci, żeby wiedziały w czym tkwi prawdziwa wartość. Ja zrezygnowałam z telewizji to mój minimalizm.

    • Anna

      Dziękuję i gratuluję pozbycia się telewizora! My jesteśmy na etapie wypowiedzenia kablówki 🙂 Mam nadzieję, że przyjdzie pora na TV.

  • Fajny tekst. Masz rację bez dwóch zdań, także z wyrzuceniem fejsa z telefonu. Sama jestem na bardzo podobnym etapie i sama – mimo że wciąż mam wokół las dziecięcych rzeczy – uparcie wierzę w minimalizm. I znajduję w nim podobne zalety.

    • U mnie też jest mnóstwo dziecięcych rzeczy i nie jest łatwo się ich pozbyć, ale przez to, że minimalizm do mnie przemawia, szukam rozwiązań i robię zakupy z głową, a to już coś 🙂