Dreszczowa piosenka

Nie jestem melomanem. Mogę śmiało powiedzieć, że lubię słuchać ciszy. Tak mi się lepiej myśli i pracuje. Nie oznacza to jednak, że nie lubię muzyki. Lubię, ale nie żaden określony rodzaj czy artystę, chociaż pojedyncze utwory już tak. Lubię sobie czasem włączyć radio i słuchać na bieżąco. Lubię czasem włączyć utwór, który z jakiegoś powodu mi się przypomniał i po prostu mam ochotę posłuchać go po raz setny. Ale najbardziej lubię słuchać muzyki w samochodzie.

Kiedyś długa droga samochodem kojarzyła mi się raczej ze stratą czasu, a teraz, odkąd mam dzieci, kojarzy mi się z chwilą dla siebie. I nie tylko, kiedy dzieci ze mną nie jadą. Bo kiedy jedziemy całą rodziną, a ja prowadzę, to też jestem „tylko” kierowcą i mogę spokojnie słuchać radia. I nie przychodzi mi do głowy inna okoliczność, kiedy zwolniona jestem z zajmowania się maluchami czy domem. Nawet chora nie wymówię się od wszystkiego. A prowadząc? Skupiam się na drodze i już. I słucham radia. Chłonę, bo wreszcie mogę. Bo nawet włączając radio w domu, zawsze znajdzie się jakiś rozpraszacz. A w samochodzie mogę po prostu słuchać. Takie mindfullness, świadome przeżywanie chwili, slow life albo slow drive.

Kiedy wsiądę od czasu do czasu za kierownicę, zdarza się, że coś mnie wyrywa z błogiego stanu. Czuję mrowienie na rękach, bo od nich się z reguły zaczyna. Są takie piosenki, które wyrywają mnie z zadumy i proszą się o podgłośnienie. Wywołują dreszcze. Co ciekawe, przeważnie są to piosenki, które słyszę po raz pierwszy. Słucham uważnie, przeżywam i próbuję zapamiętać kawałek tytułu, wykonawcę. Proszę w myślach, żeby RDS wyświetlił informacje albo żeby redaktor powiedział co to było. Na wszelki wypadek usilnie próbuję zapamiętać fragment refrenu i jak tylko wpadam do domu, szukam na youtubie.

Ponieważ uzbierało mi się kilka piosenek przez ostatnie miesiące, a wczoraj jedna wyrwała mnie wręcz z emocjonalnego doła, pomyślałam, że się nimi z Tobą podzielę. I nie będzie to spójna gatunkowo składanka. Będą to utwory, które obudziły moje motyle w brzuchu. Zaczynamy!

Passenger – Let Her Go

To taki rodzaj muzyki, który przywołuje wspomnienia. Przyznaję, że nie znałam wcześniej Passengera, a chyba powinnam. Ale ja generalnie jestem z muzyką do tyłu. Na początku pomyślałam, że „koleś ma dziwny głos”, a jednak piosenka budzi emocje. To tak jak James Blunt wiele lat temu, niby śpiewał o niespełnionej miłości, a ja czułam: Life’s good! On jechał metrem i nagle zobaczył Anioła, pierwszy i ostatni raz, a ja jeździłam codziennie autobusem do pracy i chciałam być takim aniołem. A, że to był wtedy hit, to codziennie go w radiu autobusowym słyszałam.

Awolnation – Sail

Nie pamiętam skąd wracałam, ale był zimowy wieczór, a dzieci spały z tyłu w fotelikach. Zwolniłam i przeżywałam chwile grozy, ale takie, które pozwoliły mi oderwać się od grozy życia codziennego.

Disturbed – The sound of silence

Stary hicior w nowym (chyba) wykonaniu. I ponieważ oryginalne wykonanie jest genialne, to to, że ktoś odważył się zaśpiewać go po swojemu już wzbudza dreszczyk emocji. I mimo, że znowu głos na początku wydał się jakiś niepasujący, to refren porusza. I głos zaczyna pasować.

Imany – There were tears

Po prostu. „Here I am”.

Maanam – Krakowski spleen

Jakoś nigdy nie przepadałam za Maanamem ani za Korą, ale są kawałki które lubię, a nawet słucham z przyjemnością. Ten był mi raczej obojętny. Do wczoraj. Kiedy jedziesz na autopilocie, bo Twoje myśli błądzą gdzieś indziej, a tłumione emocje sięgają zenitu, kiedy nie wiesz co zrobić, bo dalej musisz robić dobrą minę do złej gry, ta piosenka jest wybawieniem. Nie umiem śpiewać, ale krzyczeć tak, a ten tekst daje nadzieję, że będzie dobrze.

Czekam na wiatr co rozgoni

ciemne skłębione zasłony.

Stanę wtedy na raz

ze słońcem twarzą w twarz.

 

Muzyka łagodzi obyczaje. I mimo, że nie słucham dużo muzyki, to faktycznie, w kryzysowych sytuacjach zawsze była ze mną. Mogę przywołać piosenki, które towarzyszyły mi przy zawieruchach sercowych, problemach zawodowych, na kolejnych etapach edukacji, a ostatnio przy zasypianiu dziecka, kiedy nic innego nie działało.

Fajnie, kiedy muzyka chwyta za serce. Ciekawa jestem, czy to, co mnie poruszyło, Tobie też się spodoba. A może masz swoją dreszczową piosenkę, którą możesz się podzielić?

Ania.

Czego nie powinnaś robić na warsztatach, czyli kiedy nauka jest fajna

Ten wpis tylko niechcący zbiega się z początkiem września, kiedy nauka staje się tematem numer jeden. Bo nauka w szkole jest obowiązkiem, który rzadko kiedy ma coś wspólnego z nauką dla przyjemności i z pasji. Mi…

Jak pozbyć się zbędnych myśli

Od czasu do czasu dopada mnie ten stan, kiedy potrzebuję restartu procesora. Kiedy skaczę od jednej do drugiej myśli, nie kończąc żadnej. Kiedy wydaje mi się, że tyle rzeczy trzeba przeanalizować, drugie tyle zaplanować, a…

  • Też kiedy pracuję, to preferuje ciszę. Lepiej mogę sie wtedy skupić. A samochód, to chyba moje ulubione miejsce do słuchania muzyki, a czasem nawet do śpiewania:).

    • W domu nie mam warunków do słuchania muzyki, więc słucham ciszy – ta sprawdza się zawsze, ale za to w samochodzie nadrabiam. Śpiewam rzadko, ale z przyjemnością odkrywam nowe kawałki i cieszę się z korków, bo mam więcej czasu 🙂