Jak pozbyć się zbędnych myśli

Od czasu do czasu dopada mnie ten stan, kiedy potrzebuję restartu procesora. Kiedy skaczę od jednej do drugiej myśli, nie kończąc żadnej. Kiedy wydaje mi się, że tyle rzeczy trzeba przeanalizować, drugie tyle zaplanować, a jeszcze niektóre dopieścić, posortować, poukładać. Chwilami czuję euforię, że mogę wszystko, że mam tyle wspaniałych planów, że wszystko układa się po mojej myśli, a potem jedno wydarzenie pokazuje mi, że myśli miałam za dużo i mój misterny plan trzeba układać od nowa.

Czasem wydaje mi się, że wystarczy jeden spokojny wieczór abym mogła całość ogarnąć. Że jak wreszcie usiądę, to zaplanuję jak planować każdy dzień i wszystko się ułoży. Że w moim planie uwzględnię zajęcia domowe, zabawę z dziećmi, plątanie sznurków, zakupy i pracę przy komputerze. I nawet choroby uwzględnię, żeby nie psuły mi szyków. Czekam na chwilę spokoju z niecierpliwością, tak jakby 15 minut mogło zmienić moje najbliższe pół roku, a może nawet pięć. I wtedy dopada mnie choroba, która miesza równo w tym kotle.

Dopadła mnie grypa. Taka GRYPA z gorączką i bólem wszystkiego. Miałam nadzieję, że jak zalegnę w łóżku, to chociaż wszystko sobie w głowie poukładam. Jak ja się myliłam! Po pierwsze, to nie miałam siły na nic poza leżeniem. Po drugie, jeśli zakiełkowała mi w głowie jakaś myśl, to dolewała oliwy do ognia. Obracam się w jedną stronę, a tam sterta książek, które czekają aż je przeczytam. I myślę sobie, że muszę znaleźć czas na chociaż jeden rozdział dziennie. A potem następuje gonitwa nowych myśli i kombinowania jak to zrobić i z czego muszę zrezygnować, żeby mieć czas na czytanie. Przewracam się na drugi bok, a tam nieskończona makrama wisi i przypomina mi, że ktoś na nią czeka. I już rezygnuję z czytania, żeby więcej plątać. Przy okazji wpadam na nowy pomysł jak makramę wykorzystać i dopada mnie depresja, bo mam tylko dwie ręce, tylko 24 godziny w ciągu doby i aż dwóch chłopców, którzy są jeszcze mali i tacy fajni, a ja mam dla nich ciągle za mało czasu. I wraca pomysł na edukację domową, która jest według mnie najlepszą formą edukowania dzieci, ale jeśli matka ma ambicje i plany na samorozwój to jest mało prawdopodobna. Poza tym, myśląc o dzieciach, przypominam sobie film, który mignął mi gdzieś na Facebooku. O uchodźcach. Tych z czasów II Wojny Światowej i tych współczesnych, z Serbii. O dzieciach, które musiały rozstać się z rodzicami. Wywołuje to we mnie falę łez i lęku o przyszłość mojej rodziny. Zastanawiam się co bym zrobiła w sytuacji, kiedy nagle musiałabym się z dziećmi rozstać, żeby uratować im życie. Jak się z nimi umówić, żeby się kiedyś odnaleźć? Leżenie w chorobie nie pomaga. Myślenie na leżąco mi szkodzi.

Generalne porządki w głowie

Wiosna się zbliża, czas na generalne porządki. O tych w domu pisałam w zeszłym roku, a w tym potrzebuję porządku w głowie. Dużo się przez ten rok wydarzyło, jeszcze więcej zapowiada się na najbliższy, muszę w głowie posprzątać. Muszę zrobić miejsce na myśli poukładane, takie, które prowadzą do celu. Muszę powybierać te najważniejsze i pozbyć się tych mało istotnych ale natrętnych. Chcę osiągnąć taki stan, kiedy bez problemu skupię się na priorytetach, ale będę umiała też odpuścić, nie myśleć o niczym, po prostu być. Zdaję sobie sprawę, że nie ma żadnej metody, którą można zastosować raz i osiągnąć myślową równowagę na stałe. Trzeba poszukać sposobów, które w momentach krytycznych pomogą otrząsnąć się i zejść na ziemię. Znalazłam kilka i chętnie się z Tobą niemi podzielę.

Plątanie sznurków

Plątanie sznurków jest dobrą metodą na wyciszenie. Kiedy stoję przed makramą, przekładam sznurki w dłoniach, przeciągam przez pętelki i liczę, inne myśli odpływają. Uspokajam się, nabieram dystansu, jestem w swoim świecie. To mi pomaga ze spokojem stanąć przed kolejnym wyzwaniem dnia i nową kumulacją myśli. Po godzinie plątania analizowanie zaczynam od nowa, z innej perspektywy.

Sport

Dawno nie uprawiałam sportów. Często ćwiczę palce przy makramie, ale to się chyba nie liczy. Tej zimy sport okazał się największym moim zaskoczeniem. Niedługo po grypie pojechaliśmy w góry. Tak się fajnie złożyło, że udało mi się pojeździć na desce. Około dwóch godzin dziennie. I z całego tego jeżdżenia najbardziej zapamiętałam jazdę do góry na wyciągu krzesełkowym. Wisząc gdzieś w górze słuchałam szumu. Szumu wiatru, szumu szusów po śniegu. Wyobraź sobie, że po wysiłku fizycznym siedzisz sobie w podniebnej huśtawce, wiatr chłodzi twoją twarz, z daleka, z dołu dochodzi do Ciebie uspokajający szum, przed oczami masz górską panoramę z ośnieżonymi świerkami i nawet RMF dobiegający z głośników nie przeszkadza. Jest Ci dobrze, czujesz się taka mała i nieistotna, a Twoje problemy odlatują z wiatrem. Słuchasz, odczuwasz, nie przejmujesz się niczym. Potem stajesz na desce i jedziesz, a może płyniesz po śniegu. Jest zabawa, jest trochę gorąco a trochę zimno, jest miękko. Zjeżdżasz w dół, a myśli zostają gdzieś w tyle. Tęsknię za zimą.

Po doświadczeniu z deską uświadomiłam sobie, że aktywność fizyczna jest ważna i zapisałam się na pilates. Nie jest to to samo, co zjeżdżanie na desce po miękkim śniegu, ale też jest fajnie. W ciągu półtorej godziny ćwiczeń, kiedy rozciągasz wszystkie swoje mięśnie, skupiasz się na każdym kawałku swojego ciała, pozbywasz się napięć, osiągasz stan spokoju. Myśli przestają pędzić.

Mam zamiar zacząć biegać.

Długi prysznic

Tak jak szum wiatru i śniegu, wyciszająco działa na mnie szum wody. Wieczorny prysznic jest dobrym sposobem na spłukanie natłoku myśli po całym dniu. Jedyny problem to decyzja o zakręceniu wody.

Robienie list

Już kiedyś o tym pisałam, że bez kalendarza i luźnych kartek papieru na różne listy bym zginęła. Kiedy w ciągu dnia przychodzi mi do głowy coś, co trzeba kupić, zamówić, albo pilnie zrobić, nie próbuję na siłę tego zapamiętać blokując przepływ kolejnych myśli, tylko zapisuję na właściwej liście. Mam listę rzeczy do zrobienia danego dnia, listę zakupów z supermarketu, zakupów w sklepie z ekologiczną żywnością, w takim z ekologicznymi kosmetykami, w księgarni on line i ze sznurkami. Mam listę planów związanych z blogiem i makramą oraz listę posiłków na najbliższe kilka dni. Przy okazji różnych wydarzeń mam listy co trzeba przygotować i kiedy, a na dwa tygodnie przed wakacjami szykuję listę tego, co trzeba wziąć. Sama widzisz, że trochę tego jest. Nie wyobrażam sobie życia bez list, bo nie jestem w stanie tego wszystkiego, co spisuję, mieć w pamięci podręcznej w głowie. Bo przecież w międzyczasie trzeba myśleć o tym, co jest tu i teraz. Spisując powyższe rzeczy na listach zwalniam miejsce w głowie na myśli bardziej abstrakcyjne. Nie stresuję się, że o czymś zapomnę, bo mam to zapisane. Mogę wtedy więcej fantazjować, kreować, wymyślać, albo po prostu cieszyć się chwilą. Nie ukrywam, że czasem potrafię się na tych listach zafiksować i wtedy mam problem.

Inne sposoby na wyciszenie

Nie tylko ja szukam sposobów na uspokojenie się, oderwanie od zabieganej rzeczywistości dnia codziennego i opróżnienie głowy z niepotrzebnych myśli. Zajrzyj do Kasi – może Cię czymś zaskoczy?

Polecam gorąco również podcast Brook ze Slow Your Home „Brain Dump”, czyli o odśmiecaniu mózgu. Ta metoda ma trochę wspólnego z robieniem list, ale jednak się różni. W momencie, kiedy Twoja głowa jest przeładowana, musisz przerzucić śmieci z głowy na papier. W dowolnej formie, nie koniecznie w porządku. Zalecane jest całkiem przypadkowe spisywanie tego, co Ci akurat przyjdzie w damym momencie na myśl. Myślisz – piszesz. Nie sprawdzasz tego co napisałaś, tylko piszesz dalej. Możesz rysować, podkreślać, zaznaczać, pisać zdaniami albo hasłami. Pełna dowolność. Jeśli chcesz, możesz później wszystko usystematyzować, poustawiać w priorytety, a tego co jest nieważne pozbyć się przez wykreślenie. Możesz z tego zrobić listy albo mapę myśli. Spróbujesz?

Z tego co napisałam wysuwam jeden wniosek. Żeby nie zwariować i nie polec w nierównej walce z wyścigiem myśli, trzeba koniecznie, każdego dnia, niezależnie od natłoku zadań znaleźć chwilę dla siebie. Na hobby, na sport, na długi prysznic, albo na sam na sam z kartką papieru i długopisem. I mimo, że doba ma tylko 24 godziny, musimy w nią wpisać troskę o nasze zdrowie psychiczne. Żeby wszystko chodziło jak w zegarku trzeba na chwilę zwolnić. Nie możemy dać się zwariować, a nam, matkom, przychodzi to łatwo. Jesteśmy niezastąpione, najlepsze w tym co robimy i zawsze nam się wydaje, że możemy jeszcze więcej. Ale czy musimy?

Ania.

 

Jedno, bardzo ważne pytanie, kiedy rodzina jest priorytetem

Proste nauki są najtrudniejsze. Już dawno temu zauważyłam, że jeśli coś jest oczywiste, to przechodzi się obok tego obojętnie. Ale kiedy ktoś powie to głośno i zwróci uwagę na istotę rzeczy, wtedy dopiero nas oświeca.

Kilka (mniej oczywistych) faktów o Szwedach

Nie tak dawno wróciłam ze Sztokholmu. Od dawna marzyłam o wycieczce do Skandynawii i, choć może dwa dni w stolicy Szwecji to nie pełnia szczęścia, udało mi się coś niecoś zobaczyć. Wędrowałam od rana do…

  • Catherine Sophie

    Super artykuł!!! Ten opis jak robisz makramę jest po prostu genialny! Pięknie piszesz!

    • Ale serio?? Dzięki, dzięki. Wiesz, ja taki introwertyk trochę jestem i zawsze się po publikacji zastanawiam, czy te moje wypociny mają jakąś wartość i czy zawracać innym nimi głowę 🙂

  • Jako ciekawostkę dodam, że moim ulubionym i przy okazji uznawanym przeze mnie za najskuteczniejszy sposobem na właśnie takie wyciszenie jest strzelnica 😀 Ludzie myślą, że strzelanie jest dla wielbicieli przemocy, etc. A tak naprawdę osoby, które strzelają sportowo to oazy spokoju i opanowania. Bo tego wymaga ten sport.

    Gdy podnosisz broń do celu nie istnieje nic innego tylko Ty, celownik i tarcza, coś pięknego. Naprawdę najlepszy sposób na wyciszenie 😀 Polecam kiedyś spróbować, ale ostrzegam też, że silnie uzależniające 🙂

    • W życiu bym nie pomyślała o strzelnicy! Ciekawe, może kiedyś będę miała okazję. Chociaż strzelnica kojarzy mi się z hałasem, a tego bardzo nie lubię. Wiem, strzela się w nausznikach 😉 A może jakoś inaczej się to na strzelnicy nazywa? Dzięki za oryginalny pomysł!

      • nie mam szczerze mówiąc pojęcia jak to się nazywa, ale tak – blokuje hałas więc nie jest źle 😀 Polecam!