Jedno, bardzo ważne pytanie, kiedy rodzina jest priorytetem

Proste nauki są najtrudniejsze. Już dawno temu zauważyłam, że jeśli coś jest oczywiste, to przechodzi się obok tego obojętnie. Ale kiedy ktoś powie to głośno i zwróci uwagę na istotę rzeczy, wtedy dopiero nas oświeca.

Nie inaczej było i tym razem. Dostałam książkę „Rodzina slow” Bernadetty Noll jakiś czas temu. Czytałam ją powoli, ale uważnie. Jak tytuł słusznie wskazuje, lektura jest na temat rodziny, a że dla mnie rodzina jest najważniejsza, z ciekawością po nią sięgnęłam. Jeśli zaglądasz tu od niedawna, to możesz nie wiedzieć, że blog powstał, kiedy zakończyłam działalność gospodarczą, aby mieć więcej czasu dla rodziny, głównie dla dzieci. Wtedy właśnie uznałam, że rodzina jest moim priorytetem, a nie biznesy. Pracując nad blogiem, szukam sposobów na uporządkowanie i uspokojenie życia, na przejście w tryb uważnego przeżywania i doceniania.

Czy to jest dobre dla mojej rodziny?

Czy blogowanie jest dobre dla mojej rodziny? Zadałam sobie ostatnio takie pytanie. Zadaję sobie coraz częściej pytanie, czy to co robię jest dla niej dobre, bo przecież jeśli rodzina jest najważniejsza, to wszystko co robię, powinno w pierwszej kolejności służyć właśnie jej. Banalne? Proste? Na pewno pomyślisz, że tak. A jednak nieoczywiste.

Właśnie to pytanie otworzyło mi oczy na kilka spraw. To jest to ważne pytanie, na które nie wpadłam wcześniej, mimo, że świadomie postawiłam rodzinę na pierwszym miejscu. Wyczytałam to pytanie w książce.

Przychodzi mi do głowy wiele sytuacji, w których można by o to zapytać, a kiedy odpowiedź nie jest prosta:

  1. Czy kiedy przeglądam Instagrama, jest to dobre dla mojej rodziny? Kiedy robię to bezmyślnie i dla zabicia czasu, pewnie nie, ale kiedy nawiązuję znajomości i czerpię inspirację, żeby się rozwijać i budować poczucie swojej wartości, jak najbardziej.
  2. Kiedy sprzątam kuchnię, czy jest to dobre dla mojej rodziny? Jeśli robię to po raz piąty z uporem maniaka dążąc do sterylności – nie. Lepiej ten czas poświęcić na zabawę z dziećmi. Ale jeśli chcę im stworzyć wystarczające warunki do zabawy i funkcjonowania, a przy okazji czegoś nauczyć – tak.
  3. Kiedy do etatu dokładam jeszcze pół, czy jest to dobre dla mojej rodziny? Jeśli jeden etat samotnej matki nie wystarczy na podstawowe potrzeby – pewnie tak, chociaż może udałoby się inaczej. Ale jeśli oboje rodziców bierze sobie dodatkowe zajęcia na głowę, bo mają ambicje wyjechać na Malediwy – nie.
  4. Kiedy wychodzę wieczorem z koleżankami, czy to jest dobre dla mojej rodziny? Jeśli robię to codziennie – pewnie nie, ale jeśli raz na jakiś czas zostawię dzieci z tatą, wszystkim wyjdzie to na dobre.
  5. Jeśli rezygnuję z jogi, żeby zostać z dziećmi, czy to jest dobre dla mojej rodziny? Jeśli dzieci są chore, albo nie mają z kim zostać – tak. Ale jeśli rezygnuję z własnych potrzeb, żeby innym było lepiej – nie.

Wiesz już o co mi chodzi? Każda z nas codziennie podejmuje mnóstwo decyzji. Czasem mniejszych i pozornie nieistotnych, a czasem poważnych. Odruchowo sięgamy po telefon, żeby sprawdzić Facebooka, zamiast przytulić się do dziecka. Źle organizujemy sobie zakupy i tracimy na nie mnóstwo czasu, który mogłybyśmy spędzić z rodziną. Wyszukujemy dzieciom dodatkowe zajęcia, żeby się rozwijały, a nie dbamy o ich rozwój bawiąc się z nimi w domu. Bierzemy pożyczki na luksusowe wakacje, zamiast częściej wyjechać razem na weekend gdzieś niedaleko. A czasem za bardzo poświęcamy się domowi i zapominamy o sobie.

Autorka książki często zwraca uwagę na potrzeby jednostki, które przenoszą się na rodzinę. Każdy członek rodziny potrzebuje czasem samotności. Każdy ma jakieś zainteresowania i chce się rozwijać w konkretnych dziedzinach. W końcu każdy członek rodziny ma prawo upominać się o swoje i oczekiwać od pozostałych jej członków szacunku i wsparcia. Każdy z nas musi być traktowany tak samo. Dotyczy to również mam, które często zapominają o sobie w imię rodziny. Niestety nadgorliwość i poświęcenie nie są dobrymi wskazówkami dla dzieci na przyszłe życie.

Mój blog to odskocznia. Pozwala mi się rozwijać i nawiązywać znajomości. Moje sznurki to moja pasja, która mnie co chwilę zaskakuje możliwościami i maluje piękne wizje na przyszłość. Coraz częściej pojawiają się na mojej drodze ludzie i okoliczności, dzięki którym mogłabym poświęcać im coraz więcej czasu i czerpać korzyści. I za każdym razem zadaję sobie pytanie: czy to będzie dobre dla mojej rodziny?

To pytanie hamuje moje ambicje, które zawsze były za wysokie. To pytanie sprowadza mnie na ziemię, kiedy zaczynam bujać w obłokach ciesząc się z najświeższej propozycji. To pytanie uświadamia mi co jest najważniejsze tu i teraz. Robię wtedy pauzę, zapisuję pomysły i staram się rozważnie planować kolejne kroki, aby nie zapomnieć po co zwolniłam rok temu. To pytanie pozwala mi wyważyć wady i zalety danego rozwiązania i wskazać właściwą drogę.

Czy Święta Bożego Narodzenia są dobre dla mojej rodziny?

To jest dobry czas, żeby zadać sobie takie pytanie. Jest już po Wszystkich Świętych i w handlu zaczęły się „święta”. Wszystkie markety wymieniły towar sezonowy, galerie ubrały się w choinki i lampki. Zaczął się wysyp reklam zabawek dla dzieci, a w radio słyszymy „Ho, ho, ho!”

Bernadette Noll, autorka książki „Rodzina slow”, również zadała sobie takie pytanie. Bardzo ciekawie ujęła to, co mnie uwiera od kilku lat.

Ja z mężem stworzyliśmy rodzinę. Taką, jakiej nie ma nigdzie indziej. Mamy swoje wartości, ale również przyzwyczajenia i tradycje wyniesione z domów rodzinnych. Mamy dzieci i chcemy dla nich jak najlepiej. Dlatego co roku musimy zadawać sobie pytanie jak MY chcemy spędzić Święta i czy Święta, które proponują nam inni są dla nas dobre. Zastanów się nad tym:

  • czy koniecznie musicie odwiedzić w Wigilię dwa domy, męcząc wszystkich podróżą i podwójną porcją kolacji wigilijnej?
  • czy na pewno Wasza rodzina lubi siedzieć trzy dni za stołem, a nie woli pojeździć na nartach?
  • może Wasza rodzina lubi słońce i najlepszym rozwiązaniem dla Was będą Święta w ciepłych krajach?
  • a może macie dla siebie mało czasu i potrzebujecie, jako rodzina, pobyć przez Święta sami?
  • czy prezenty od wszystkich babć i dziadków, cioć i wujków są dobre dla Waszych dzieci?
  • czy stół uginający się od ciast przysłuży się Waszemu alergikowi?
  • czy na pewno masz ochotę denerwować się w kuchni piekąc pięć makowców, kiedy nie możesz ich nawet spróbować, bo gluten i jajka Ci szkodzą?
  • czy na pewno musicie mieć sztuczną choinkę pełną plastikowych bombek, skoro na co dzień otaczacie się naturą i staracie się szanować środowisko naturalne?

Pytania można mnożyć, a tradycje można zmieniać. Dopiero to do mnie dociera. Z łezką w oku wspominam rodzinne Święta u Babci, ale to była inna rodzina. Moja może sobie ułożyć swoją tradycję. Ale nie musi, bo może również co roku świętować inaczej.

Książka to nie tylko pytanie o to, co najlepsze dla rodziny. To pytanie jest tylko jedną z siedemdziesięciu pięciu wskazówek, jakie autorka daje nam, abyśmy jeszcze świadomiej budowali rodzinne wartości i według nich żyli. Jak napisałam we wstępie, to co najprostsze jest najtrudniejsze do zrozumienia. W trakcie lektury tej książki kilka razy pomyślałam sobie, że przecież ja już to wiedziałam, ale nie wiadomo dlaczego tego nie stosowałam w życiu. Polecam.

Kalendarz adwentowy

Od kilku lat robię dzieciom kalendarz adwentowy. Nie koniecznie taki, jak robią inne mamy, bo moje dzieci nie dostają codziennie nowych prezentów z mikołajami czy reniferami. Robię taki, który pozwala nam w grudniu razem przygotować się do świąt. W kalendarzu zamiast prezentów są zadania i wskazówki jak je rozwiązać. Czasem są to książki, czasem artykuły plastyczne. Zawsze są zagadki, które sprawiają, że mój starszy syn z samego rana wyskakuje z łóżka, aby zgadnąć rozwiązanie. Taki kalendarz adwentowy jest dobry dla naszej rodziny. Nie uczy, że Święta to nadmierna konsumpcja. Pokazuje raczej, że Adwent jest szczególnym czasem, który przeżyty w sposób wyjątkowy, z codziennym zaangażowaniem, pomaga nam się przygotować do Świąt Bożego Narodzenia.

kalendarz-adwentowy-prosta-idea

Na zdjęciach jest kalendarz adwentowy, który zrobiłam dla dzieci w zeszłym roku. To były początki mojej przygody z makramą. W tym roku też będzie makrama, ale inna. Dlatego, na moim fan page’u, chcę Ci podarować tą makramową choinkę. Proszę Cię jedynie, żebyś zaproponowała jakąś fajną niespodziankę do tegorocznego kalendarza. Jeśli Twój pomysł będzie najciekawszy – jeszcze w listopadzie dostaniesz makramę. I nie musisz nic udostępniać. Poszukaj jedynie zdjęcia z choinką – makramą i napisz pod nim swoje propozycje.

Powodzenia,

Ania.

 

 

 

 

Czego nie powinnaś robić na warsztatach, czyli kiedy nauka jest fajna

Ten wpis tylko niechcący zbiega się z początkiem września, kiedy nauka staje się tematem numer jeden. Bo nauka w szkole jest obowiązkiem, który rzadko kiedy ma coś wspólnego z nauką dla przyjemności i z pasji. Mi…

Jak pozbyć się zbędnych myśli

Od czasu do czasu dopada mnie ten stan, kiedy potrzebuję restartu procesora. Kiedy skaczę od jednej do drugiej myśli, nie kończąc żadnej. Kiedy wydaje mi się, że tyle rzeczy trzeba przeanalizować, drugie tyle zaplanować, a…

  • To ciekawe, bo ja też zadaję sobie często pytanie „Czy to jest dobre dla mojej rodziny?” i też pomaga mi to w podejmowaniu codziennych decyzji. A o tę książkę chyba poproszę św. Mikołaja 🙂

    • Ty takie wybory masz już chyba opanowane do perfekcji. Edukacja domowa, zero waste, ale i coś dla siebie. Podziwiam!
      W książce są też pomysły na zabawy i zwyczaje, które można wprowadzić w domu, żeby być jeszcze bliżej, więc na pewno znajdziesz coś dla siebie 🙂
      Pozdrawiam!

  • Myślę, że pytanie o spędzenie Świąt jest też w jakimś sensie pytaniem o emocjonalną dorosłość – czy jesteśmy gotowi zrobić coś wbrew przyjętej wiele lat temu tradycji, tak by uszczęśliwić samych siebie, a przy tym nie zranić bliskich osób. I jak poradzimy sobie z tym, jeśli faktycznie ktoś z powodu naszej nieobecności poczuje się dotknięty? Na pewno jednak warto szukać swojej drogi i dbać o to, by była faktycznie taka, jak chcemy, bez oglądania się na konwenanse.

    • Tak jak piszesz, chodzi o gotowość postawienia na swoim, żeby to właśnie nam było dobrze. Czasem wbrew rodzinie albo tradycji. I to bywa trudne. Ale dzieci dodają odwagi, przynajmniej mi 🙂

  • Klaudia

    Po twoich słowach dotyczących, co jest dla ciebie i Twojej rodziny dobre chciałam powiedzieć „idealna refleksja przed świętami!”, a Ty zaraz do świąt właśnie się odniosłaś 🙂 Ja i mój D. jesteśmy typem introwertycznym, on nawet bardziej i wiemy, że potrzebujemy chwil tylko dla siebie bardziej niż niektórzy. Tylko to sprawia, że ładujemy baterie.
    Dzieci nie mam, ale już drugi tok robię kalendarz dla mojego narzeczonego i wiem, że docenia ten wkład 🙂

    • Kalendarz dla narzeczonego – to jest coś! Super! Ja nie byłam taka mądra za czasów narzeczeństwa.
      Ja też jestem introwertykiem. Tłumne święta mnie męczą, lubię mieć chociaż dzień tylko dla rodziny.