Kaizen. Muda, czyli marnotrawstwo w gembie.

Jeśli jeszcze nie wiesz co to jest Kaizen, to zapraszam Cię do przeczytania wpisu, w którym staram się to zwięźle wytłumaczyć. W skrócie jest to sposób doskonalenia małymi krokami i z pomocą aktualnych zasobów. Bez dużych inwestycji pieniężnych. Na temat Kaizen napisano wiele, ale raczej w kontekście przedsiębiorstw. Nie spotkałam się z publikacją na temat Kaizen w domu, a ciekawa jestem jak organizacja fabryki ma się do organizacji mieszkania i jego mieszkańców, dlatego podejmuję próby przeniesienia Kaizen z japońskich korporacji do siebie. Trochę dziwne? Wiem. Ale jakoś czuję, że coś z tego będzie. Zobaczymy.

Ponieważ doszły mnie słuchy, że wpisy są za długie, dzisiejszy będzie krótszy. Swoją drogą okazuje się, że czytasz czasem mojego bloga, a to miód na moje serce.

Czym jest tajemnicza muda i co ma wspólnego z gembą? Muda to po prostu marnotrawstwo. Z gębą ma tyle wspólnego, że milczenie jest złotem, a bezsensowny słowotok to muda. Ale z gemba jest inaczej. Gemba według Kaizen, to miejsce gdzie powstaje muda albo raczej miejsce gdzie chcemy tą mudę wyeliminować. Małymi krokami oczywiście. Możemy założyć, że np. kuchnia jest gemba. Co jest muda? Jakie marnotrawstwa wyobrażasz sobie w kuchni? W pierwszym momencie na pewno przychodzi Ci do głowy marnotrawienie jedzenia. I słusznie. Bo zapasy wg Kaizen to muda. Co jeszcze?

Muda to wszystkie rzeczy i działania, które nie wytwarzają wartości dodanej.

Pracownik obserwujący automat w toku produkcji części nie dodaje żadnej wartości. Tylko maszyna w tym wypadku wykonuje pracę dodającą wartość, niezależnie od tego, jak uważnie i z jakim uczuciem pracownik będzie ją obserwował.

Znaczy to tyle, że patrząc się w rosół marnotrawisz czas. Brzmi to trochę przerażająco, bo przecież nie jesteśmy automatami, możemy sobie czasem zerknąć na Fejsa gotując zupę. Zdając sobie jednak sprawę z tego, że jest to muda, możemy zacząć inaczej organizować czas w gemba, czyli w kuchni. Dlaczego jak grzyby po deszczu powstają blogi i kursy uczące jak zarządzać swoim czasem? Po to właśnie, żeby Fejsa zostawić na czas przeznaczony na Fejsa, a kuchnię ogarnąć bez rozciągania. Wtedy znajdziemy czas na przyjemności. A dla mnie taki dodatkowy czas to właśnie zysk, który chcę osiągnąć dobrze zarządzając swoim domem. Bo przecież nie sprzedaję samochodów.

Rodzaje muda:

  1. Muda nadprodukcji – nagotujesz za dużo i nie zamrozisz? Wyrzucasz. Czas i pieniądze. I jedzenie oczywiście.
  2. Muda zapasów – jak wyżej, kiedy termin przydatności się skończy.
  3. Muda napraw/braków -” braki przerywają produkcję i wymagają drogich poprawek” – ile czasu tracisz na szybką wizytę w sklepie, kiedy okazuje się w trakcie pieczenia, że nie masz jajek?
  4. Muda ruchu – ergonomia! Tak zaprojektuj kuchnię, żeby się przy gotowaniu jak najmniej nałazić.
  5. Muda przetwarzania – tu przychodzą mi do głowy wszystkie folie, woreczki i inne jednorazówki, których nadużywamy przy przetwarzaniu jedzenia.
  6. Muda oczekiwania – pojawia się wtedy, kiedy ręce operatora są bezczynne 😀 W tym miejscu zapraszam do mojego bardzo dawnego wpisu. Tak mi się przypomniało.
  7. Muda transportu – za dużo wózków widłowych i przenośników. Albo spiżarnia za daleko kuchni. Czyli dużo chodzenia i noszenia w pudłach czy koszach.

Zostawiam Cię z tematem do przemyśleń, bo chore dzieci mnie wzywają. Spójrz w ilu miejscach czai się marnotrawstwo. Od dzisiaj, kiedy złapiesz się na bezmyślnym skrolowaniu Fejsa, powiedz sobie w duchu: „muda, muda, muda!”.

Cytaty pochodzą z książki „Gemba Kaizen” Masaaki Imami.

Ciekawa jestem, którego muda występuje u Ciebie najwięcej. Chcesz poznać sposoby Kaizen na radzenie sobie z marnotrawstwem? Napisz!

 

Ania.

 

Minimalizm nie jest łatwy. Co na to Joshua Becker?

Z założenia minimalizm to prosta sprawa. Pozbywasz się wszystkiego czego nie potrzebujesz, oczyszczasz swoją przestrzeń, robisz miejsce na ważne rzeczy i doświadczenia. Bo w minimalizmie stawiamy na doświadczanie. Na świadome przeżywanie, na bycie tu i…

Kilka (mniej oczywistych) faktów o Szwedach

Nie tak dawno wróciłam ze Sztokholmu. Od dawna marzyłam o wycieczce do Skandynawii i, choć może dwa dni w stolicy Szwecji to nie pełnia szczęścia, udało mi się coś niecoś zobaczyć. Wędrowałam od rana do…