Kiedy ogarnia mnie spokój

Czy jako matka dwóch synów nie marzę czasem o wyjeździe do dzikiej puszczy w pojedynkę? Z mężem może? Tak. Czy nie planuję, że kiedy Młodszy będzie trochę starszy, zorganizuję kilkudniowy wyjazd tylko dla zmęczonych mam? Owszem. Bo miewam dość.

Wyobrażam sobie czasem jak zostawiam dzieci z babcią i spaceruję po Bieszczadach. Wilki i niedźwiedzie mi nie straszne, bo szumi las, bo przysiadam na kamieniu i czuję spokój. Bo słońce świeci albo pada deszcz. Bo chłonę przyrodę, do której ostatnio było mi daleko. Tak mi się czasem marzy.

A kiedy w rzeczywistości jest mi tak błogo? Wieczorem, kiedy dzieci śpią. Ale nie u babci, tylko w swoich łóżkach. Kiedy wiem, że jak odłożę swoje zajęcie na bok i przejdę parę kroków, to patrząc na nich będę się cieszyć, że ich mam. Że są zdrowi. Że nic mi więcej w życiu nie potrzeba.

Żyję wieczorami swoim slow life’em. Analizuję to co działo się w dzień. Doceniam momenty, które dostrzegam po czasie. Zarywam nockę, żeby cieszyć się wolną chwilą. I tęsknię. A rano cieszę się na ich widok jak po tygodniu w Bieszczadach. Są całusy i przytulanki. I kolejny zwykły dzień.

 

Dobranoc.

Czego nie powinnaś robić na warsztatach, czyli kiedy nauka jest fajna

Ten wpis tylko niechcący zbiega się z początkiem września, kiedy nauka staje się tematem numer jeden. Bo nauka w szkole jest obowiązkiem, który rzadko kiedy ma coś wspólnego z nauką dla przyjemności i z pasji. Mi…

Kilka (mniej oczywistych) faktów o Szwedach

Nie tak dawno wróciłam ze Sztokholmu. Od dawna marzyłam o wycieczce do Skandynawii i, choć może dwa dni w stolicy Szwecji to nie pełnia szczęścia, udało mi się coś niecoś zobaczyć. Wędrowałam od rana do…