Minimalistka w potrzasku. Jastarnia przed sezonem.

Na Helu, na przełomie maja i czerwca, jest pusto. Mało turystów, restauracje dopiero szykują się na sezon, niektóre zwlekają z otwarciem. Nie można kupić żytniego chleba. Ale to nie będzie wpis o tym, że wakacje w takim terminie to pomyłka.

Pakując się na wakacje uświadomiłam sobie, że ślepo podążając za wskazówkami minimalistów można wpaść w pułapkę. Wyobrażasz sobie plażowanie bez kostiumu kąpielowego? Jeśli wyrzuciłaś ten, w którym nie wyglądałaś jak milion dolarów i nie znalazłaś jeszcze idealnego stroju możesz znaleźć się w takiej właśnie sytuacji.

Fajnie jest mieć niewiele ubrań w szafie. Lubię widzieć pustawe póki i wiedzieć, że mogłabym na nich jeszcze dużo zmieścić. Nie pozbyłam się jednak zbędnych ubrań na raz. Trwało to u mnie około dwóch lat, odkąd zrozumiałam, że mój sposób na uzupełnianie garderoby nie sprawdza się. Przeczytałam sporo artykułów o jej minimalizowaniu i chociaż pomysł sprowadzania jej do konkretnej liczby ubrań nie przemawia do mnie, to już szukanie własnego stylu i komponowanie szafy z małej ilości dobrej jakości elementów ubioru i butów jak najbardziej. Na pewno czytałaś porady jak ograniczyć ilość ubrań i czym kierować się przy pozbywaniu się ich. Wiesz już na pewno, że należy wyrzucić / oddać / sprzedać ubrania:

  • w których nie wyglądasz jak milion dolarów,
  • w których nie czujesz się najlepszą wersją siebie,
  • które są kiepskiej jakości,
  • których nie nosiłaś przez ostatni rok,
  • które były nietrafionym prezentem,
  • które są za małe / za duże i czekają na lepsze czasy,
  • które są zniszczone,
  • których noszenie nie sprawia Ci przyjemności.

Patrząc na powyższą listę, większości nas, po sprawnie przeprowadzonej czystce, zostanie może ze trzy do pięciu ciuchów. Na szczęście trudno jest się pozbyć wszystkiego na raz. Poza wyrzucaniem, kluczowe jest budowanie spójnej garderoby. W minimalizmie nie chodzi tylko o posiadanie mało. Chodzi przede wszystkim o posiadanie wystarczająco.

Pułapki minimalizmu

Jeśli nie lubisz zakupów, bo masz milion ciekawszych zajęć niż chodzenie po galeriach handlowych czy buszowanie po wirtualnych butikach, to, tak jak ja, możesz wpaść w tarapaty. Może się okazać, że pozbyłaś się wszystkich kostiumów kąpielowych, albo krótkich spodenek, a przecież za tydzień jedziesz nad morze. Przychodzi mi do głowy kilka nietypowych sytuacji, których nie bierzemy pod uwagę powoli uzupełniając braki w wyczyszczonej szafie:

  • rodzinne uroczystości – śluby, pogrzeby itp,
  • wyjazdy na wakacje,
  • formalne spotkania jak rozmowa o pracę.

Pozbywając się ubrań, na bieżąco musisz kontrolować czy masz ich wystarczająco, a nie za mało. Bo sytuacja, kiedy musisz mieć buty sportowe, a zostawiłaś sobie tylko ulubione baleriny i sandały może być stresująca. Nie po to wyczyściłaś szafę, żeby teraz, w ostatniej chwili, kupić pierwsze lepsze buty. Planowałaś przecież kupić buty idealne i na lata, a nie na jeden sezon.

Mam kilka pomysłów, jak sobie poradzić w takiej sytuacji:

  1. Sprawdź pudła z ubraniami odłożonymi do piwnicy na czas próbny. Wiele osób poleca tą metodę, żeby sprawdzić, czy rzeczywiście czegoś potrzebujemy. Przeważnie okazuje się, że zapominamy o tych pudłach, bo nie ma w nich nic niezbędnego, ale może akurat odłożyłaś tam buty sportowe i ten jeden raz, zanim kupisz te właściwe, będziesz mogła z nich skorzystać.
  2. Pożycz. Od mamy, siostry, przyjaciółki. Zanim kupisz swoje wymarzone buty, skorzystaj z cudzych, żeby nie wyrzucać pieniędzy w błoto.
  3. Poszukaj butów uniwersalnych, takiej wersji bazowej, która będzie pasowała do różnych ubrań, a sprawdzi się też na rowerze czy spacerze po lesie. Jakiegoś klasyka, który łatwo kupić. Akurat w tym przypadku lepszym przykładem będzie T-shirt. Zwykły biały, ale dobrej jakości, który pasuje zarówno do jeansów jak i eleganckich spodni.

Pułapki czyhają nie tylko w szafie z ubraniami. Wyobraź sobie, że:

  • wyrzuciłaś wszystkie brzydkie i poobijane kubki, a nie kupiłaś tych z holenderskiej manufaktury i nie masz w czym zrobić gościom herbaty,
  • zostawiłaś tylko dwa komplety pościeli z bawełny organicznej, a goście chcą zostać na noc,
  • powyrzucałaś dzieciom popsute i plastikowe zabawki, a teraz nie dają Ci żyć, bo nie mają się czym bawić,
  • pozbyłaś się pamiątek sprzed lat, a nagle naszła Cię ochota na powrót do przeszłości,
  • w biurze postawiłaś tylko biurko i krzesło i nie masz gdzie trzymać pudeł z dokumentami.

Jak się okazuje, minimalizm też można przedawkować. Trzeba go stosować z głową i dostosować do swoich realiów, żeby nie wpaść w pułapkę.

Jak jest w Jastarni przed sezonem?

Na Helu na początku czerwca jest cudownie. Podoba mi się, że plaże są puste, chociaż jest wietrznie i chłodno. Można jednak rozłożyć parawan i w dwie godziny spalić sobie skórę na słońcu. Takie lekkie niedogodności są niczym w porównaniu z tłumami, jakie zalegają na plaży od szóstej rano w lipcu i sierpniu.

Lubię rano pójść „do miasta” po pieczywo i owoce. Lubię, bo w przeciwieństwie do spaceru główną ulicą Jastarni w sezonie, nie obijam się o innych ludzi. I nie ma hałasu. I to, że niektóre sklepy są zamknięte i nie mam gdzie kupić żytniego chleba nie przeszkadza mi wcale.

Lubię przyjeżdżać tu, zanim zacznie się lato, z dziećmi. Mogę z nimi pobiegać po piachu, pojeździć rowerem, przejść się spacerem na obiad rozmawiając. Nie atakują nas głośne automaty z kulkami ani namolni sprzedawcy podróbek Lego. Chodniki są chodnikami, a nie galeriami handlowymi z ciuchami wątpliwej jakości, outletami z książkami czy straganami z pamiątkami z Chin. Nie muszę ciągnąć dzieci za ręce ani obawiać się, że je zgubię.

Nie muszę się martwić, że w mojej ulubionej smażalni nie będzie miejsc. Może się jednak okazać, że jeszcze jej nie otworzyli. Ale to nie stanowi problemu, bo jak nie ta, to inna restauracja przyjmie nas z radością. Kiedy turystów jest niewielu, o każdego trzeba dbać.

Jastarnia przed sezonem jeszcze śpi. Widać jak się szykuje do lata. Powstają nowe pensjonaty i sklepy, a właściciele uwijają się, żeby otworzyć je z początkiem wakacji. Atrakcje w sezonie czynne non stop, w czerwcu działają w weekendy albo wcale. Ale ceny za pokoje są niższe i jest spokój. Morze jest wzburzone, a woda w zatoce niezmącona.

jastarnia-prosta-idea-2

jastarnia-prosta-idea

jastarnia-prosta-idea

jastarnia-prosta-idea

jastarnia-prosta-idea

To nasza druga wizyta w Jastarni w czerwcu. Byliśmy też w sierpniu i już wiem, że w sezonie na Hel nie wrócimy. Wolimy wakacje w trybie slow. Pozdrawiam znad Bałtyku!

Ania.

Minimalizm nie jest łatwy. Co na to Joshua Becker?

Z założenia minimalizm to prosta sprawa. Pozbywasz się wszystkiego czego nie potrzebujesz, oczyszczasz swoją przestrzeń, robisz miejsce na ważne rzeczy i doświadczenia. Bo w minimalizmie stawiamy na doświadczanie. Na świadome przeżywanie, na bycie tu i…

Kilka (mniej oczywistych) faktów o Szwedach

Nie tak dawno wróciłam ze Sztokholmu. Od dawna marzyłam o wycieczce do Skandynawii i, choć może dwa dni w stolicy Szwecji to nie pełnia szczęścia, udało mi się coś niecoś zobaczyć. Wędrowałam od rana do…

  • W tę pułapkę minimalizmu sama wpadłam zupełnie na początku, gdy zaczęłam opróżniać szafę. Co prawda nie wyrzuciłam wszystkiego na raz, tylko stopniowo, ale i tak miałam problem, gdy okazało się, ze nie mam w czym pojechać na pogrzeb, albo na spacer z psem po łąkach muszę wyjść w lordsach z lakierowanej skórki, bo nie mam żadnych butów na błoto! Łatwo w ten sposób zniszczyć swoje ukochane perełki na lata. Ale na szczęście szybko doszłam do tego, by przy opróżnianiu szafy kierować się zdrowym rozsądkiem i nie wyrzucać rzeczy gorszych, ale jednak niezbędnych. Po prostu traktuję je jako coś przejściowego. W ten sposób nie ma presji by szybko uzupełnić braki i albo kopić coś gorszego albo wydać kupę kasy.

    • Są takie momenty w życiu kobiety…kiedy potrzebuje gorszych ciuchów 😉 O spacerze z psem nawet nie pomyślałam. Ale przyszło mi jeszcze do głowy sprzątnie łazienki i kopanie ogródka. No nie da się. Trzeba mieć coś co może nie wygląda jak milion ale też tyle nie kosztuje i nie szkoda zniszczyć.

      • Osobiście mam odłożony jeden komplet ubrań do prac na podwórzu i w ogródku, ale w domu się nie przebieram. Zakładam po prostu ubranie codzienne-domowe, (które jednakowoż nie jest rozciągniętym domowym dresem) i po prostu sprzątam w fartuchu. W zasadzie większość domowych obowiązków wykonuję w fartuchu. Wystarczająco skutecznie chroni ubranie 🙂

        • A ja jakoś nie lubię fartuchów 🙁 Ale porozciągane dresy tez wywaliłam!