Minimalizm nie jest łatwy. Co na to Joshua Becker?

Z założenia minimalizm to prosta sprawa. Pozbywasz się wszystkiego czego nie potrzebujesz, oczyszczasz swoją przestrzeń, robisz miejsce na ważne rzeczy i doświadczenia. Bo w minimalizmie stawiamy na doświadczanie. Na świadome przeżywanie, na bycie tu i teraz. I jeśli Ty też pragniesz mieć więcej czasu na świadome bycie, to pozbądź się zbędnych gratów, obowiązków, rozpraszaczy i znajomych i już. Takie to łatwe.

Takie są założenia. Od uświadomienia sobie, że „nie potrzebuje tych wszystkich rzeczy”, Joshua Becker zaczął swoją przygodę z minimalizmem. I chociaż czytałam tą, bardzo prostą, historię wiele razy, to ciągle mnie zachwyca. Właśnie swoją prostotą i tym, że oddaje cały sens minimalizmu. Bo Joshua nie potrzebował wszystkich gratów, które zalegały mu w garażu od lat. Nie czuł potrzeby spędzenia całego dnia na sprzątaniu garażu, robił to z poczucia obowiązku. Miał za to potrzebę zagrania z synem w piłkę. Miał potrzebę dbania o relacje w rodzinie, a nie o garaż.

Już dawno chciałam przeczytać książkę tego autora. Kiedy Wydawnictwo Znak zaproponowało mi pozycję „Im mniej tym więcej”, bardzo się ucieszyłam. Zaglądam czasem na bloga becomingminimalist.com , ale ponieważ wolę przeznaczać wolny czas na inne rzeczy, dużo wartościowych wskazówek i refleksji mnie omija. Po książce spodziewałam się bloga w pigułce i chyba się nie myliłam.

Joshua pisze o początkach. O frustracji, marzeniach i fizycznej pracy. Pisze o wątpliwościach, przeszkodach, konfliktach, ale także o korzyściach, radościach, świadomości i spokoju. Podaje wiele przykładów, daje wiele wskazówek, zachęca i zaraża pasją. I nie pisze, że minimalizm jest łatwy. Dodaje jednak odwagi, bo warto. Warto włożyć wysiłek w uporządkowanie swojego życia, żeby móc się nim cieszyć świadomie.

Tematy poruszone w książce można podzielić na pięć kategorii. Całość układa się w proces przejścia na świadomy minimalizm. W taki stan umysłu, kiedy już wiesz czemu to służy i jak nie zboczyć z obranej drogi. Po kolei:

Początki na drodze minimalizmu

Kiedy wkraczasz na drogę minimalizmu, najprawdopodobniej znalazłaś odpowiednią motywację. Może przerosła Cię ilość przedmiotów w domu. Może zorientowałaś się, że masz tyle obowiązków, że nie znajdujesz czasu dla siebie. A może po prostu czujesz się przytłoczona konsumpcjonizmem, szalonym pędem życia i brakiem czasu. Jeśli jednak czujesz, że minimalizm jest dla Ciebie, ale nie umiesz sformułować konkretnego celu jaki miałby pomóc Ci osiągnąć, w książce znajdziesz podpowiedzi. Tak na prawdę, jest to świetny pierwszy krok w kierunku lepszego życia w wielu sferach:

  • kiedy masz problemy ze zdrowiem,
  • kiedy masz problemy finansowe,
  • kiedy masz potrzebę pomagania innym,
  • kiedy potrzebujesz więcej spokoju,
  • kiedy Twoje życie jest stresujące,
  • kiedy czujesz się zdezorientowana,
  • kiedy przejmujesz się środowiskiem naturalnym,
  • kiedy masz potrzebę kupowania rzeczy wysokiej jakości,
  • kiedy chcesz wychować dzieci na mądrych i szczęśliwych ludzi,
  • kiedy za dużo pracujesz,
  • kiedy masz dość porównywania się z innymi,
  • kiedy wiesz, że czegoś Ci w życiu brakuje, ale nie wiesz czego,
  • kiedy brakuje Ci czasu na rzeczy dla Ciebie ważne.

Zastanów się przez chwilę nad tym co Cię przerasta. Pomyśl, na co znalazłabyś czas, gdybyś uporała się ze swoim problemem. Czy mogłabyś poświęcić więcej czasu na swoją pasję, gdybyś nie musiała tyle sprzątać? A może ograniczając zakupy, mogłabyś więcej pomagać innym? A gdybyś zrezygnowała z wieczornego serialu w telewizji, miałabyś czas czytanie książek dzieciom?

W książce znajdziesz inspirujące historie ludzi takich jak Ty, którzy zdecydowali się minimalizm w różnych odsłonach. Niech przykładem będzie Anette, która całkowicie zrezygnowała z posiadania domu, na rzecz wymarzonych podróży.

Wielkie sprzątanie

Jeśli minimalizm kojarzy Ci się ze sterylnością, ascetyzmem, nagimi białymi ścianami, to Joshua wyprowadzi Cię z błędu.

Minimalizm bowiem przemawia do mnie wolnością, spokojem i radością. Opowiada o przestrzeni, która otwiera się, by zrobić miejsce dla nowych możliwości.

Owszem, trzeba posprzątać. Ale nie chodzi o porządkowanie i przenoszenie przedmiotów z miejsca na miejsce.

Porządkowanie nie na wiele się zdaje, gdy chcemy przygotować grunt do dalszych zmian. Porządkowanie może zapewnić tymczasową poprawę naszej postawy, ponieważ zyskujemy czystszy pokój, ale rzadko wprowadza faktyczną zmianę stylu. Nadal uważamy, że nasz dom jest za ciasny, nasz dochód zbyt mały, a my sami nie możemy znaleźć czasu w ciągu dnia. Może i uporządkowaliśmy nasze rzeczy, ale nie życie.

Trzeba świadomie pozbyć się przedmiotów, które do naszego życia nic nie wnoszą. Nie musisz zaczynać od drastycznych kroków, jak wyrzucenie 90% swoich ubrań. Tak na prawdę początki są łatwe, bo kiedy zaczniesz, to zobaczysz jak wielu rzeczy nie używasz w ogóle, a z każdym wyrzuconym zapychaczem szaf zaczniesz doceniać odzyskaną przestrzeń. W książce „Im mniej tym więcej” znajdziesz kilka sprytnych wskazówek od czego zacząć.

Zacznij od najłatwiejszego pomieszczenia, np. od garderoby czy szafy z ubraniami. W każdym miejscu podziel przedmioty na trzy stosy:

  • rzeczy do zatrzymania,
  • rzeczy do przeniesienia w inne miejsce domu,
  • rzeczy do usunięcia.

Rozpraw się z każdym stosem od razu. To, co zostaje rozłóż na właściwe miejsce, a rzeczy do usunięcia rozdaj, sprzedaj, przetwórz lub wyrzuć. Każdy przedmiot weź do ręki,  podejmij decyzję i działaj, inaczej wszystkie szpargały wkrótce rozejdą się po domu.

Trudności

W miarę porządkowania wolna przestrzeń się powiększa, ale pojawiają się trudności. Niestety, ale minimalizowanie to niekiedy ciężka praca u podstaw. To godziny spędzone na opróżnianiu szaf i półek, na przeglądaniu majątku i na podejmowaniu trudnych decyzji. Od małego mamy zakorzenione głęboko pewne przekonania, że niektóre rzeczy trzeba zbierać, inne trzymać na specjalne okazje, na wszelki wypadek czy ku pamięci. Będziesz sobie zadawać pytania:

  • Co z rzeczami o wartości sentymentalnej i pamiątkami rodzinnymi?
  • Co z książkami?
  • Co z zabawkami dzieci?
  • Co mam zrobić z moimi materiałami do rękodzieła? (To ja!)
  • Co zrobić z rzeczami męża?

W miarę jak coraz więcej szpargałów opuszcza nasz dom, zbliża się czas, kiedy będziemy musieli zmierzyć się z tymi przedmiotami, które zostawiliśmy na sam koniec.

Najwięcej problemów przy minimalizowaniu majątku sprawiają książki, papier, technologia, pamiątki. W książce oczywiście znajdziesz wskazówki jak ułatwić sobie takie rozstania, tymczasem ja odsyłam Cię do Kasi z simplicite.pl , która napisała niedawno jakie dokumenty jak długo trzeba przetrzymywać. Z papierem pójdzie łatwo.

A co z przedmiotami, co do których mamy wyjątkowe plany? Które trzymamy na ten specjalny czas gdy wreszcie będziemy mieli czas je wykorzystać? W książce pojawia się jedno zdanie, które na pierwszy rzut oka budzi niepokój. Sama gdy je przeczytałam, dostałam lekkiego skurczu żołądka:

Czasami minimalizowanie majątku oznacza rezygnację z marzenia.

Mam wiele marzeń. Niestety, co za dużo to niezdrowo, również jeśli chodzi o nasze plany i marzenia. Jeszcze niedawno miałam wiele pomysłów na rękodzieło, ale ponieważ zajęłam się makramą, musiałam zrezygnować z innych, bo fizycznie nie jest możliwe zajęcie się nimi wszystkimi. Zrezygnowałam z marzenia o nauce patchworku na rzecz sznurków. Dzięki temu maszyna do szycia nie zajmuje mi w domu miejsca i nie zbieram już starych ubrań, które na patchworki byłyby idealne.

Zatem sposobem na przebrnięcie przez trudne miejsca jest przypomnienie sobie, że to do czego zmierzamy poprzez trudne rozstanie się z przedmiotami, jest większym dobrem. Dobre życie ze zmniejszonym majątkiem będzie o wiele lepsze niż kurczowe trzymanie się rzeczy, które mogą wydawać nam się drogie, ale tak na prawdę w niczym nam nie pomagają.

Na trudne rozstania z przedmiotami dobrą receptą są eksperymenty. Pozwolą Ci sprawdzić, czy coś należy na stałe usunąć z mieszkania, jednocześnie zostawiając furtkę na wypadek, kiedy okaże się, że ten przedmiot jest Ci potrzebny. Jednym z opisanych w książce jest taki, w ramach którego postanawiasz, że przez dokładnie określony czas spróbujesz żyć bez konkretnej rzeczy. Po tym czasie ostatecznie decydujesz jaki będzie jej los.

Możesz spróbować żyć bez wybranych mebli czy ubrań. Możesz zrezygnować czasowo ze zmywarki, kablówki czy samochodu. W wielu przypadkach okaże się, że świetnie sobie radzisz, w innych nabierzesz pewności, że niektóre rzeczy jednak się przydają.

Dzięki eksperymentom odkryjecie, co w Waszym wypadku oznacza „wystarczająco”.

Często ludzie zadają mi pytanie: „Jak odróżnić to, czego potrzebuję, od tego, czego chcę?” Moja odpowiedź jest zawsze taka sama: „Będziecie wiedzieć, jeżeli spróbujecie przez chwilę bez tego żyć”.

Relacje

Najważniejsza relacja, to ta z samą sobą. Chcąc wprowadzić zmiany w swoim życiu musisz uświadomić sobie co kierowało Tobą do tej pory, dlaczego Twoje życie wygląda tak, a nie inaczej i jakie kroki musisz podjąć, żeby zacząć zbliżać się do założonego celu. Pozbywając się z domu zbędnych przedmiotów zaczniesz zadawać sobie pytania. Zaczniesz odkrywać motywy, jakie przyświecały Ci przy zakupach. Uświadomisz sobie, że wiele z nich nie pochodziło od Ciebie, tylko od świata zewnętrznego. Z reklam, z potrzeby poczucia bezpieczeństwa, z potrzeby dorównania innym.

W końcu powiedziałem sobie: „Hm, może kocham te rzeczy bardziej, niż to sobie uświadamiałem. Może jestem bardziej podatny na przesłania ze świata niż, niż myślałem. Może próbuję odnaleźć szczęście w posiadanych rzeczach, chociaż ciągle sobie powtarzam, że tak nie jest. Może zacząłem wierzyć w przeróżne kłamstwa”

Kiedy odnajdziesz w sobie tą samoświadomość, kiedy z ulgą stwierdzisz, że nie potrzebujesz tych wszystkich rzeczy, poczujesz się wolniejsza. Przestaniesz odczuwać potrzebę zakupów i gromadzenia. Zaczniesz cieszyć się z tego, że masz więcej czasu dla siebie. Zdziwisz się ile komunikatów płynących ze świata zewnętrznego w ogóle Cię nie interesuje i nie dotyczy. Swoją energię skierujesz na relacje z bliskimi, a nie z rzeczami.

Jeżeli dojdziecie do wniosku, że jednym z waszych powodów nadmiernego gromadzenia jest poleganie na przedmiotach, co daje Wam poczucie bezpieczeństwa, to zachęcam Was, abyście ograniczyli zakupy i gromadzenie, a zamiast tego przyłożyli się do kształtowania relacji z osobami z waszego otoczenia. Jednocześnie przyczynicie się do wzmocnienia poczucia bezpieczeństwa i zadowolenia u innych – to wiele bardziej produktywne niż budowanie własnej twierdzy z dóbr doczesnych!

Rodzina. To relacje z najbliższymi mają w naszym życiu największe znaczenie. Czy da się podążać drogą minimalizmu rodzinnie? Joshua twierdzi, że tak.

Możecie zwerbować swoją rodzinę do wspólnego minimalistycznego życia. Twoja rodzina może nie tylko zgodzić się co do celu posiadania mniej, ale nawet chętnie zaangażować się w przyszłe zmiany.

To chyba wydaje się najtrudniejsze. Przekonać bliskich, że minimalizowanie przedmiotów w domu ma sens. Ale w gruncie rzeczy nie trzeba nikogo przekonywać na siłę. Po co się stresować? Przecież w minimalizmie chodzi o redukowanie napięcia. Dlatego najlepszą metodą jest dawanie przykładu. Powoli, bez spinania się. Jeśli Ty masz mocne postanowienie zmiany i sukcesywnie posuwasz się do przodu, inni na pewno to zauważą. Z czasem pojawią się pytania, na które Ty już będziesz znała odpowiedzi. I mimo, że dojdziesz w pewnym momencie do wniosku, że zrobiłaś już tak dużo, Twoja szafa świeci pustkami, a szafa obok pęka w szwach, to pamiętaj, że

(…) łatwiej widzi się czyjś bałagan niż własny. Wmuszanie komuś minimalizmu poprzez usuwanie czegoś bez zezwolenia nigdy nie jest dobrym pomysłem.

Wasze związki ze współmałżonkami i dziećmi znaczą o wiele więcej niż to, jak Wam wychodzi minimalizm.

Lepszą metodą są rozmowy. Również z dziećmi. Jeśli nie widzisz możliwości wprowadzenia zmian w pokoju dziecinnym, to Joshua chętnie Ci w tym pomoże.

Aby wesprzeć dzieci w procesie minimalizowania i zachęcić je do stworzenia w przyszłości środowiska wolnego od szpargałów, ustalcie granice – wyraźne wytyczne dotyczące tego, co można kupować albo trzymać, a czego nie. Na przykład zgodziliśmy się razem z naszą córką, że może zatrzymać tyle zabawek ile chce, o ile zmieszczą się w jej szafie. Może także zatrzymać tyle prac plastycznych, ile zmieści się do przezroczystego plastikowego pudła pod jej łóżkiem. Gdy jej zbiór zacznie przekraczać granice (a tak się z pewnością stanie), pozwolimy jej podjąć decyzję, co zatrzymać, a co usunąć. W naszym domu do takich rozmów dochodzi mniej więcej dwa razy w roku.

Rodzinnie możemy pracować nad pewnymi nawykami, które budują poczucie przynależności, wspólnoty i pogłębiają relacje. Na pewno warto pracować nad wdzięcznością. W dzisiejszym, zagonionym świecie ciężko jest nam się zatrzymać nawet na chwilę, żeby spojrzeć na nasze życie z dystansu i docenić to co już mamy. I mimo, że łatwiej jest być wdzięcznym kiedy nie brakuje nam jedzenia, jest ciepło i wszyscy się kochają, to warto włożyć trochę w wysiłku we wdzięczność. Codzienne ćwiczenie wdzięczności sprowadza nas na ziemię. Robi porządek w głowach, systematyzuje priorytety. Daje nam czas na niekupowanie, niezazdroszczenie, niegonienie. Na to co ważne.

Wdzięczność to nastawienie, które możemy pielęgnować dzięki uwadze i dyscyplinie. Wymaga to ćwiczenia, kiedy jest łatwo i jeszcze więcej ćwiczenia, kiedy jest trudno.

Kiedy jesteśmy wdzięczni łatwiej nam dostrzec potrzeby innych. Im bardziej dostrzegamy jak bardzo możemy pomóc potrzebującym przez oddanie im tego co posiadamy, a czego w rzeczywistości nie potrzebujemy, tym bardziej dobroczynność i szczodrość nas wzbogaca.

Hojność zmienia ten sposób myślenia i pomaga opanować zachłanność. Ukazuje nam, jak już jesteśmy błogosławieni. Przypomina, że już posiadamy więcej niż nam potrzeba. Pokazuje, jak wiele musimy oddać i jak dużo dobra możemy osiągnąć. Pomaga nam dostrzec potrzeby tych, którzy żyją obok, i oferuje lepszą alternatywę dla naszych pieniędzy niż wydawanie ich na nas samych.

Minimalizowanie majątku to ciężka praca. Próby sprzedania szpargałów tylko pochłaniają sporo czasu i energii, a także powodują niepokój i frustrację. Za to rozdawanie rzeczy daje nam radość i poczucie spełnienia, czego nie kupimy za żadne pieniądze.

Efekty

Rezultaty minimalistycznego podejścia do życia zaczniesz dostrzegać niedługo po pierwszych porządkach. Kiedy w Twojej szafie zrobi się więcej miejsca, wybieranie ubrań rano przed pracą stanie się łatwiejsze i mniej frustrujace. Gdy pousuwasz z kuchni wszystkie powtarzające się i niepotrzebne przedmioty, zobaczysz, że sprzątanie zajmuje mniej czasu. Gdy każda rzecz w domu znajdzie swoje stałe miejsce, na podłodze nie będzie nic leżało, ogarnięcie mieszkania będzie czystą przyjemnością.

Z czasem nabierzesz pewności, co jest Ci potrzebne, a co nie. Dojdziesz do wniosku, że już nie potrzebujesz weekendowych spacerów po galeriach handlowych. Znajdziesz czas na prostsze czynności, a jednak dodające Twojemu życiu wartości.

Wraz ze spokojniejszą głową, uspokoją się Twoje relacje z najbliższymi. Będziesz miała więcej czasu na rozmowy i wspólne spędzanie czasu. Będziesz miała możliwość dzielenia się swoim czasem i pieniędzmi z innymi.

Wybawienie od potrzeby posiadania. A także wybawienie od ulegania społeczeństwu zabudowanemu na konsumpcjonizmie. To obiecuje minimalizm: radość na widok tych wszystkich rzeczy, których nie potrzebujemy. Ostateczne uwolnienie naszego życia, aby robić to, co ma dla nas znaczenie.

Czy minimalizm jest łatwy? Większość część tego artykułu zajmują cytaty z książki Joshuy Beckera. Żeby odpowiedzieć Ci jak autor postrzega minimalizm użyję dwóch ostatnich:

„Wystarczy” to ciężka praca.

ale

Im mniej tym więcej.

Jak wygląda mój minimalizm?

Jestem na etapie, kiedy śmieję się na widok reklam i dziwię się, że kiedyś mąciły mi w głowie. Nie oglądam telewizji, nie tracę czasu na zakupach. Ale z drugiej strony im mniej, tym chcę coraz więcej. Pędząc za marzeniami, próbując realizować swoje cele, mam za mało czasu na podstawy. Jeszcze nie uporządkowałam swojego mieszkania, ale małymi krokami posuwam się do przodu. Cieszę się, że nie kupuję tyle co kiedyś. Nie nazwałabym się minimalistką, ale świadomą konsumentką już tak. Ale przecież minimalizm ma wiele twarzy.

Czy minimalizm jest łatwy? Do mnie przemawia i jak najbardziej wierzę w jego moc. Wierzę, że oczyszczając swoje otoczenie możemy odnaleźć czas utracony. Wiem jednak, że nie jest to takie proste i Joshua Becker potwierdza to w swojej książce. Żeby osiągnąć pewien cel, zobaczyć efekty, trzeba się napracować. Pogodziłam się, że pół roku to dla mojej rodziny za mało na rozprawienie się z nadmiarem. Widzę postępy i to jest dla mnie najważniejsze.

A jak ma się Twój minimalizm? Dopiero wkraczasz na tę drogę czy może masz już jakieś doświadczenia? A może czytałaś książkę „Im mniej tym więcej” i masz inne spostrzeżenia od moich? Jeśli nie, to gorąco Cię namawiam do lektury.

Ania.

 

 

Kilka (mniej oczywistych) faktów o Szwedach

Nie tak dawno wróciłam ze Sztokholmu. Od dawna marzyłam o wycieczce do Skandynawii i, choć może dwa dni w stolicy Szwecji to nie pełnia szczęścia, udało mi się coś niecoś zobaczyć. Wędrowałam od rana do…

Kosmitka na zakupach

Kosmitką jestem ja. Przyznaję się, że robiąc zakupy kieruję się innymi zasadami niż większość spotkanych przypadkiem ludzi w galerii handlowej. I o ile mnie koszyk zakupowy innych nie interesuje, o tyle ja wzbudzam zdziwienie.

  • Największy problem mam z kuchnią oraz książkami. Na książki miejsca akurat mi nie szkoda, chociaż częściowo, powoli, oswajamy się z kindlem. Jeśli zaś chodzi o kuchnię – mam nadzieję, że przeprowadzka do własnego mieszkania nieco ułatwi sprawę i pożegnam się z nadmiarem, a i dokupię kilka niezbędnych rzeczy, na które wiecznie szkoda mi parę złotych.

    • Hej Klaudia,
      do niedawna też nie żałowałam miejsca na książki, ale doszłam do wniosku, że za dużo stoi tam pozycji, do których już nie wrócę. Kupuję teraz dużo mniej, więcej korzystam z biblioteki. Tylko rozstać się z książkami jakoś ciężko.
      A dlaczego myślisz, że przeprowadzka pomoże Ci się uporać z kuchnią? Łatwiej Ci będzie pozbyć się przedmiotów z kuchni, których nie używasz? Bo mi się wydaje, że jeśli teraz nie możesz czegoś usunąć, to przy przeprowadzce będzie Cię kusiło, żeby to wziąć na wszelki wypadek. Zacznij porządki od razu 😉
      A jeśli chodzi o te niezbędne rzeczy – jeśli mogą poczekać do przeprowadzki, to chyba nie są niezbędne? Chociaż, jeśli masz na myśli lepszej jakości zamienniki tego co już masz, to wiem o co chodzi. Zużywam rzeczy do końca zanim je wymienię na nowe.
      Dzięki za komentarz!

      • Myślę, że chyba będę musiała usiąść z jakąś bliską mi kobietą, zrobić dobrą kawę i wtedy łatwiej będzie mi się uporać z kuchennymi rzeczami. Tak, często chodzi o jakieś zamienniki. Np. ostatnio udało mi się wyrzucić mikser, który działa, ale miał prawie tyle lat, co ja… 😉 O tyle mam łatwo, że wszystko jest popakowane, bo aktualnie mieszkamy u moich rodziców i używamy ich kuchennych rzeczy, bez sensu było wypakowywać drugą kuchnie.

        • Ja takie przeglądy wolę robić sama, ale jeśli przyjaciółka Ci pomoże, to połącz przyjemne z pożytecznym i rozpraw się z tymi pudłami 😉
          Powodzenia!