Walę w tynki w Walentynki

Rzucam talerzami o ścianę jak słyszę, że zaraz Walentynki. Na wymioty mi się zbiera jak widzę czerwone dziadostwo zalewające supermarkety w lutym. Jaką sieczkę się nam z mózgu robi, każąc ukochanym kupować plastikowe serduszka, poliestrowe poduszki za 2zł czy jabłka rzeźbione w „love”. W imię miłości.

Dobra, nie rzucam talerzami, bo mi ich szkoda. Ale krew mnie zalewa. Również wtedy, kiedy prowadzę rozmowy na temat Walentynek z osobami, zdawałoby się, w miłości wprawionymi. Kiedy słyszę, że nieważne jak się układa przez cały rok. Nieważne, że prawie ze sobą nie rozmawiają, nieporozumienia się nawarstwiają i spychane są w kąt. Nieważne, w końcu, że oboje żywią do siebie urazę, ale o tym nie mówią, żeby jakoś to wyglądało. A w Walentynki? Jest miłość! Konieczne są prezenty, wyznania kochania, niezbędna jest kartka z wierszem miłosnym i wspólne wyjście do kina. Trzymając się za ręce.

Nie mam nic przeciwko prezentom na Walentynki. Sama kiedyś spędzałam wieczory na szykowaniu prezentów DIY dla ukochanego. Nie mam nic przeciwko bukietowi kwiatów, tym bardziej, jeśli dostaję je jeden albo dwa razy w roku. Pod warunkiem, że o miłości pamiętamy przez cały rok, a do Walentynek podchodzimy z dystansem. Nie spinam się i nie stresuję, że to „święto” jest już za dwa dni. Wolę, kiedy wysiłek rozkładamy na 365 dni i codziennie, może nie tak intensywnie, a jednak pracujemy nad tym, żeby było dobrze. Żeby każde z nas czuło się w tej miłości jak w domu. Żeby było widać sens i nie trzeba było wyczekiwać walentynek, aby powiedzieć, że się kocha. Wtedy Walentynki to wisienka na torcie. Ale wtedy się na nią nie czeka, bo przecież śniadanie mężowi robisz codziennie i codziennie uśmiechasz się jak wraca z pracy.

Żeby nie było tak kolorowo i słodko, mam dla Ciebie kilka cytatów o miłości. Nie będzie o „pielęgnowaniu ogrodu”. Będzie o zdrowym egoizmie, który jest gwarancją udanego związku. Bo kochanie trzeba zacząć od siebie. Tak przynajmniej twierdzi coach wszech czasów, niejaki Anthony De Mello.

Myślisz, że pomagasz ludziom, bo ich kochasz. Jeśli tak, to chciałbym cię powiadomić, że w nikim nie jesteś zakochany. Kochasz jedynie swą z góry przyjętą i pełną nadziei wizję tej osoby. Pomyśl o tym przez chwilę. Nigdy nie byłeś zakochany w rzeczywistej osobie, byłeś natomiast zakochany w swojej a priori przyjętej wizji tej osoby. I czy to nie jest właśnie powód, dla którego się odkochujesz? Twoja wizja uległa zmianie, prawda? „Jak mogłeś mnie do tego stopnia zawieść, skoro ja tobie tak ufałem?” – mówisz komuś. Czy rzeczywiście mu ufałeś? Nigdy nikomu nie ufałeś! Przestań w to wierzyć! To część prania mózgu, ufundowanego przez społeczeństwo. Przecież nigdy nikomu nie ufasz. Z jednym wyjątkiem: ufasz jedynie swojemu sądowi na temat danej osoby. Na co więc się żalisz? Prawda jest taka, że nie lubisz przyznawać się do tego, że „mój sąd był nieprawdziwy”. To cię nie zachwyca. Wolisz powiedzieć: „Jak mogłeś sprawić mi taki zawód?”

 

Pomyśl o kimś, kto jest ci bardzo drogi, i powiedz do niego w myślach: „Bardziej pragnę być szczęśliwy, niż mieć ciebie”. Zobacz co się dzieje. „Wolę być szczęśliwy, niż mieć ciebie. Gdybym miał możliwość wyboru, bez wahania wybrałbym szczęście”. Ilu z was podczas wypowiadania tych słów poczuło się egoistami? Sądzę, że wielu. Widzicie, co z nami zrobiono? Zobaczcie, jak w was wdrukowano myślenie: „Jak mogę być takim egoistą”. Ale spójrzcie kto tu jest egoistą. Wyobraź sobie osobę, która mówi do ciebie: „Jak możesz być takim egoistą, że wybierasz szczęście zamiast mnie?”. Czy nie miałbyś ochoty wówczas jej odpowiedzieć: „Wybacz, ale jak możesz być takim egoistą, żeby wymagać ode mnie, bym wyżej cenił ciebie od szczęścia?”.

 

Nie ma miłośći bez wol­ności. Miłość to wolność.

 

Mówi się, że miłość jest śle­pa. Wie­rzcie mi, to zu­pełne kłam­stwo – nie ma nicze­go bar­dziej widzące­go niż praw­dzi­wa miłość. Nicze­go. Jest ona czymś naj­wy­raźniej widzącym pod słońcem. Poświęce­nie jest śle­pe, przy­wiąza­nie jest śle­pe, pożąda­nie jest śle­pe – ale nie praw­dzi­wa miłość. Nie po­pełnij błędu i nie na­zywaj tych uczuć miłością.

 

Miłość przy­nosi ciężar i nie czu­je żad­ne­go ciężaru.

 

Miłość doskonała wyklucza lęk. Tam, gdzie jest miłość, nie ma miejsca na żądania, na oczekiwania, nie ma zależności. Nie żądam, abyś uczynił mnie szczęśliwym; moje szczęście nie jest zależne od ciebie. Jeśli mnie opuścisz, nie będę rozczulał się nad sobą, twoje towarzystwo sprawia mi wielką radość, ale nie mogę zatrzymać cię kurczowo dla siebie. Cieszę się bez potrzeby zawłaszczania tego, co sprawia mi radość. To, co naprawdę mnie cieszy, to nie ty; to coś większego niż ty i ja. To coś – jak odkryłem – jest podobne do symfonii, jest osobliwym rodzajem orkiestry grającej jakąś melodię w twojej obecności, ale kiedy odejdziesz, orkiestra grać nie przestanie. Gdy spotkam kogoś innego, gra ona inną melodię, równie zachwycającą. Ale kiedy jestem sam, orkiestra gra nadal. Jej repertuar jest olbrzymi, nigdy grać nie przestanie.

 

Gdzie jest miłość, pa­nuje nieporządek. Dos­ko­nały porządek uczy­niłby ze świata cmentarz.

 

Czy kiedy­kol­wiek przyszło wam do głowy, że nap­rawdę możecie kochać tyl­ko wte­dy, gdy jes­teście sa­mot­ni? Za­pyta­cie, ja­kie to ma dla miłości znacze­nie. Oz­nacza to widze­nie osób, sy­tuac­ji, rzeczy ta­kimi, ja­kimi są w rzeczy­wis­tości, a nie ta­kimi, ja­kimi so­bie wyob­rażacie, że są.

 

A Ty co myślisz o Walentynkach? Będziesz świętować, czy celebrujesz miłość codziennie?

PS. Jak wymyśliłam sobie wczoraj „walę w tynki” to byłam pewna, że musiał już ktoś na to wpaść wcześniej. Okazało się, że nawet jest taka grupa na FB (albo „Walę tynki”). I grafiki i wpisy na blogach. Nie tylko ja pałam miłością do Walentynek 😉 Ale miłością pałam. Nie tylko do siebie.

Minimalizm nie jest łatwy. Co na to Joshua Becker?

Z założenia minimalizm to prosta sprawa. Pozbywasz się wszystkiego czego nie potrzebujesz, oczyszczasz swoją przestrzeń, robisz miejsce na ważne rzeczy i doświadczenia. Bo w minimalizmie stawiamy na doświadczanie. Na świadome przeżywanie, na bycie tu i…

Jak pozbyć się zbędnych myśli

Od czasu do czasu dopada mnie ten stan, kiedy potrzebuję restartu procesora. Kiedy skaczę od jednej do drugiej myśli, nie kończąc żadnej. Kiedy wydaje mi się, że tyle rzeczy trzeba przeanalizować, drugie tyle zaplanować, a…

  • Do Walentynek mam stosunek nijaki, ani mnie ziębią, ani grzeją. jedyne, co mnie w nich irytuje, to osoby narzekające na Walentynki. 😉

    • Anna

      Spoko. Rozumiem. Wkurza mnie czerwony plastik i hipokryzja. W tym roku Walentynki minęły bezboleśnie i nie mam na co narzekać 🙂

  • Hej, myślę, że to, że ktoś decyduje się na świętowanie Walentynek nie wyklucza celebrowania miłości prze 365 dni w roku. A jeśli pary naprawdę czują się zmobilizowane, by zakopać topór wojenny czy okazać sobie więcej czułości w dniu Św. Walentego, to chyba też nie jest niczym złym. Dla mnie jest to dzień, który mi przypomina (głośno i czasem nachalnie), że mam ludzi w życiu, których kocham i jestem za to wdzięczna. Takich „przypominaczy” w życiu nigdy za wiele 🙂
    Pozdrowienia!

    • Anna

      Hej. Pewnie, że można obchodzić Walentynki i cieszyć się miłością przez cały rok i pewnie, że fajnie jest zakopać topór wojenny. Ale pod warunkiem, że wszystko jest szczere i z serca, a nie na pokaz i bo tak robią inni. A wtedy nie trzeba nam Walentynek 🙂 No chyba, że jako przypominacz…

  • Fajny wpis. Też pisałam u siebie o walentynkach. Puenta była taka: Nie ma się co, aż tak bardzo buntować przeciwko jednemu dniu czerwieni, przecież jutro to wszystko się zmieni. Ale rzeczywiście w walentynkowe prezenty typu serca szkoda inwestować.

    • Anna

      Masz rację – nie ma się co buntować. Ja generalnie bardzo nie lubię chińszczyzny, a ta czerwona działa na mnie jak na byka, więc pewnie stąd wzmożona niechęć do świętowania walentynek w komercyjnie narzucony sposób. Ale już mi lepiej!