Ważna umiejętność, dzięki której spełnisz marzenia

Pisałam już kiedyś jak ważna jest samoświadomość. Jak istotne jest rozpoznanie kim jesteś, jakie masz pragnienia, czego Ci w życiu potrzeba. Osoba świadoma siebie zna swoje wady i zalety i nie próbuje udawać kogoś innego niż jest. Wie w czym jest dobra, jakie ma talenty, na jakie tematy może rozmawiać godzinami. Wie w jakich sytuacjach chowa się w swojej skorupie i ciężko jej wyjść ze strefy komfortu. Nie ma problemu z zaakceptowaniem pewnych cech charakteru, które może czasem utrudniają życie, ale są oswojone. Doskonale zdaje sobie sprawę, w jakich dziedzinach jest specjalistą i w jakim towarzystwie odnajduje się najlepiej. Ale samoświadomość to dopiero punkt wyjścia. Jeśli chcesz spełniać swoje marzenia musisz posiadać jeszcze jedną cechę charakteru. Taką umiejętność, którą można wypracować.

Spełnianie marzeń, realizowanie planów, wyznaczanie sobie celów to modne dziś pojęcia. Może dlatego, że jest to coraz łatwiejsze? Nie trzeba z domu wychodzić, żeby zostać wziętym grafikiem. Nie trzeba sprzed komputera odchodzić aby miliony czekały na twój kolejny kurs makijażu. Możesz nauczyć się fotografii, języków, stolarki. Możesz podróżować za grosze, zwiedzać świat, poznawać egzotyczne kultury. Możesz czerpać wiedzę i wiedzą się dzielić. Możesz również odciąć się od całego świata i zatopić w swoim hobby – czytaniu książek, szydełkowaniu lub gotowaniu.

Chwila. Coś mi tu nie pasuje. A Tobie? Czy nie pomyślałaś: „To nie takie proste!”? No tak. Jest jedno ale. CZAS. Drugą kategorią modnych ostatnio haseł są te związane z zarządzaniem czasem właśnie. Bo czas to produkt najbardziej deficytowy w czasach kiedy wszystko jest na wyciągnięcie ręki. Kiedy mam rękę wyciągać po marzenia, jak muszę ugotować, pranie nastawić i wziąć dzieci na spacer? A Ty? Jeśli pracujesz na etacie i styrana wracasz do domu, a przed Tobą więcej pracy niż za Tobą, to kiedy masz myśleć o marzeniach? Odkładamy marzenia na później. I czekamy na czasy kiedy czasu będzie więcej. Obie wiemy, że nic takiego nie nastąpi.

Co zrobić, żeby mieć więcej czasu?

Najpierw przeczytaj świetny tekst Natalii. Potem możesz zapisać się na kurs zarządzania czasem. Ale pamiętaj, że nic Ci to nie da, jeśli nie nabędziesz jednej umiejętności, która jest kluczowa w znajdywaniu czasu na realizowanie swoich marzeń.

Umiejętność odpuszczania

Sztuka rezygnacji, zdolność wybierania, mierzenia sił na zamiary. Na kursach o zarządzaniu czasem dowiesz się, że musisz mieć poukładane priorytety. Joshua i Ryan (The Minimalists) uświadomili mi ostatnio, kiedy słuchałam jednego z ich wtorkowych podcastów o priorytetach właśnie, że priorytet jest jeden! Tak. To w naszym zabieganym zachodnim świecie z jednego priorytetu zrobiło się ich wiele i musimy je teraz układać w kolejności, w jakiej będziemy nad nimi pracować. I nie dość, że musimy je jakoś posortować, to musimy jeszcze część odrzucić. Z priorytetów musimy wybrać te priorytetowe. Bo czy nie oczekuje się, że każda z nas powinna być wykształcona i zadbana, mieć satysfakcjonującą pracę i ciekawe hobby, być najlepszą mamą na świecie, perfekcyjną panią domu i wyrafinowaną kochanką?

Dzieje się tak, ponieważ zachłysnęliśmy się możliwościami Internetu i łatwego wglądu w życie innych. Bo jak przez kalkę przenosimy do naszego życia zwyczaje i opinie ludzi Zachodu, które niestety nie zawsze są dobre. Bo przekonani, że gdzieś tam, daleko, marzenia spełniają się szybciej, a życie jest łatwiejsze i ładniejsze, próbujemy ich naśladować, myśląc, że to co mamy jest warte za mało. W końcu wierzymy w to wszystko, co widzimy i słyszymy i wydaje nam się, że musimy to chłonąć, bo wtedy posiądziemy jakąś magiczną moc, dzięki której poprawimy swój los. Wraz z pojawieniem się social mediów wsiąknęliśmy w sieć jeszcze bardziej. Śledzimy coraz więcej osób, stron, specjalistycznych grup, żeby przypadkiem nie przegapić nic ważnego. Obserwujemy konta fotograficznych influenserów i karmimy się idealnymi obrazami wymarzonego życia, w głowie widząc siebie szykujące perfekcyjnie nakryty stół wielkanocny. Zamiast działać, obezwładnia nas strach przed przegapieniem czegoś istotnego. Paraliżuje nas czasem do tego stopnia, że nie robimy prawie nic, a priorytetowe zadania przenosimy na następny dzień. Takie zjawisko ma nawet swoją nazwę: FOMO (Fear Of Missing Out). Zachęcam Cię do przeczytania tekstu Beaty, którą brak telefonu zmusił do skonfrontowania się z takim strachem.

No dobra. Trochę mnie poniosło, odeszłam od głównej myśli. Owszem, FOMO występuje u wielu z nas, ale może nie w skali zagrażającej życiu. Przyznaj się. Czy gotując nie zerkasz na telefon poszukując nowości i sensacji? Czy nie zapisujesz na później pomysłów na aranżację sypialni i wege sernik?

Wracając do kobiety – cyborga, wszystkie wiemy, że nie da się pogodzić tylu ról i w każdej być najlepszą. Co więcej, przecież wiele rzeczy w naszym życiu chciałybyśmy zmienić. Mamy w głowach gotowy plan działania na moment, kiedy porzucimy korporację. Wiemy czym chciałybyśmy się zajmować wieczorami, zamiast sprzątać. Wiemy jak nasze pomysły przekuć w mały, jednoosobowy biznes. Mamy ambicje i marzenia, które nie dają nam zasnąć, kiedy dzień się kończy. Tylko ciężko nam wybrać. Nie chcę teoretyzować, żeby Ci podpowiedzieć z czego masz zrezygnować. Napiszę Ci co sama odpuściłam i odpuszczam, żeby realizować swoje plany i żyć tak jak mi w duszy gra:

  • Zrezygnowałam z budowanego trzy lata biznesu, żeby móc spędzać więcej czasu z dziećmi. Wtedy myślałam, że rezygnacja może być odebrana jako moja porażka, ale po kilku miesiącach już wiem, że taki krok jest aktem odwagi.
  • Spędzam dużo czasu z dziećmi, jednak na półtorej godziny trzy razy w tygodniu oddaję je w dobre ręce, żeby skupić się na realizowaniu swoich osobistych planów.
  • Zminimalizowałam ilość ubrań w szafie i prawie całkowicie zrezygnowałam z chodzenia po sklepach „za ciuchami”. Kupuję tylko to, co uważam za niezbędne, co z góry wiem, że będzie mi pasowało, co zaplanowałam. Tym sposobem mniej czasu spędzam w sklepach. Nie błąkam się w poszukiwaniu szczęścia tracąc czas.
  • Nie zrezygnowałam z makijażu, bo lubię być pomalowana, ale nie spędzam pół godziny przed lustrem. Za to pół godziny dłużej śpię, bo ze snu rezygnuję wieczorami.
  • Nie silę się na świeży obiad każdego dnia, tylko staram się gotować na dwa / trzy dni. Dalej zdrowo.
  • Nie kupuję nowych książek, które chętnie bym przeczytała, dopóki nie przeczytam tych zaczętych.
  • Zrezygnowałam z czytania większości blogów. Na Bloglovin widzę jak przybywa mi nieprzeczytanych wpisów, ale wolę pisać swojego bloga niż czytać cudze.
  • Nie działam prężnie w social mediach i nie stosuję się do wskazówek jak promować przez nie swojego bloga, bo wolę skupić się na samym blogu. Nie mniej jednak, zapraszam Cię do siebie na Facebooka i Instagrama.
  • Mimo wielu pomysłów na wpisy, ograniczyłam ich ilość do jednego tygodniowo. Nie blog jest moim priorytetem nr 1, a zajmuje sporo czasu.
  • W ciągu dnia odkładam telefon na półkę i odpuszczam sprawdzanie powiadomień i maili. Kiedy jest czas dzieci – zajmuję się nimi.
  • Wciągnęło mnie DIY, ale nie próbuję nowych technik, bo chcę skupić się na makramie. Nie kupuję szydełek, odpuściłam zakup maszyny do szycia, na którą zebrałam już fundusze.
  • Nie oglądam telewizji i nie bardzo się interesuję aktualnościami z Polski i ze Świata, bo wieczory poświęcam na makramę i czytanie. I mężowi.
  • Krótkie chwile w czasie gotowania, które kiedyś poświęcałam na przeglądanie FB, wykorzystuję na szybkie zakupy on-line i robienie list rzeczy do zrobienia i kupienia, żeby później działać zamiast myśleć.

Jak może udało Ci się wywnioskować z mojej listy, priorytetem nr 1, a może po prostu priorytetem jest u mnie rodzina. Zaraz potem, kiedy nacieszę się dziećmi i zadbam o wszystkich dookoła, ważna jestem ja i moje zainteresowania. Owszem, zamknęłam firmę, żeby poświęcić się rodzinie, ale dalej potrzebuję czegoś dla siebie i wybrałam bloga i makramę. Nad nimi pracuję w wygospodarowanym czasie. Wszystko inne zostaje na potem. Zajmuję się innymi tematami, bo niektórych nie da się całkiem uniknąć, ale okazjonalnie, nie codziennie. Niestety, coraz boleśniej odczuwam fakt, że pewnymi rzeczami nie zajmę się prędko, a może wcale. Mogłabym utworzyć listę rzeczy do niezrobienia, tak jak Ania. Lekturę polecam.

Wiem, jednak, że to co wybrałam daje mi satysfakcję. Jeśli nie będę nad tym pracować, uczyć się i poznawać, cieszyć się tym i osiągać coraz więcej, moje plany i pomysły zostaną na zawsze w mojej głowie. A możesz mi wierzyć, że pomysłów mam wiele. Żeby je zrealizować uczę się również sztuki rezygnacji.

Ciekawa jestem z czego Ty musiałaś zrezygnować, żeby pójść za głosem serca. Może odwrotnie niż ja, posłałaś dzieci do żłobka, żeby realizować się zawodowo? A może znasz inną receptę na pogodzenie obowiązków i zobowiązań z pracą i zainteresowaniami? Chętnie przeczytam w komentarzu.

Ania.

 

 

Jak pozbyć się zbędnych myśli

Od czasu do czasu dopada mnie ten stan, kiedy potrzebuję restartu procesora. Kiedy skaczę od jednej do drugiej myśli, nie kończąc żadnej. Kiedy wydaje mi się, że tyle rzeczy trzeba przeanalizować, drugie tyle zaplanować, a…

Jedno, bardzo ważne pytanie, kiedy rodzina jest priorytetem

Proste nauki są najtrudniejsze. Już dawno temu zauważyłam, że jeśli coś jest oczywiste, to przechodzi się obok tego obojętnie. Ale kiedy ktoś powie to głośno i zwróci uwagę na istotę rzeczy, wtedy dopiero nas oświeca.

  • Trafiłam tu dzięki Oldze Siekierskiej i jestem w szoku, że dopiero teraz Cię znalazłam. Na pewno będę zaglądać częściej, by się zainspirować. Człowiek od jakiegoś czasu upraszcza i myśli, że już ma to wszystko ogarnięte, ale przecież tak nie jest. Twój wpis otwiera kolejne szufladki 🙂

    • Anna

      Serio? Ale tak serio, serio? Czytam Twojego bloga regularnie i jestem w szoku! Ja się tu zastanawiam czy to co piszę ma jakiś sens, czy w ogóle ktoś to zechce czytać, a Ty piszesz, że będziesz częściej zaglądać. Dzięki!

  • Podoba mi się takie podejście do życia, może dlatego, że sama je stosuję. Zrezygnowałam ze studiów, na które poszłam tylko za namowami rodziców, po to, aby spełniać swoje marzenia: projektować, robić grafikę. Uwielbiam spędzać przy tym czas. Żyjemy w specyficznych czasach, kiedy większość pokazuje, jaki osiągnęła sukces. Dajemy sobie wmówić, że nasz sukces też powinien tak wyglądać. A jak wiemy, wcale tak nie jest. Jesteśmy różni i nasze spełnianie marzeń wygląda zupełnie inaczej niż u innych. To piękne i nie powinno się o tym zapominać :).

    • Zrezygnować ze studiów – odważnie. Moje mi się za bardzo nie przydały, ale byłam nauczona, że trzeba mieć dyplom, żeby znaleźć pracę. A w dzisiejszych czasach liczy się wiedza i umiejętności, a nie papiery. Tylko, żeby lekarzem zostać, dobrze by było studia skończyć. Przynajmniej ja wolę chodzić do takich z dyplomem. Prawda jest taka, że jeżeli się chce, to można się samemu wszystkiego nauczyć. Tak jak piszesz, dla każdego spełnienie marzeń to coś innego, tyko dobrze wiedzieć co i za tym podążać.

  • Anka, serdecznie dziekuje za podlinkowanie mojego tekstu. Na pewno porzucenie czegos w co wlozylismy 3 lata czasu, nawet jezeli w koncu zrozumielismy, ze to nie jest to, jest aktem odwagi. Bo czas jest tym, co mamy najcenniejsze (i co nie jest do kupienia). I pewnie dlatego czesto zostajemy niewolnikami takich przedsiewziec. Tyle w to zainwestowalem, bede ciagnal to dalej, bo przeciez szkoda. A moze jeszcze bardziej szkoda innych rzeczy. Podziwiam Cie tutaj, bo ja wlasnie czesto mam z tym problem. Pozdrawiam serdecznie Beata

    • Nie ma za co! Trzeba się dzielić mądrymi tekstami z innymi 🙂 A odnośnie rezygnacji z firmy, to masz rację, miałam dużo wątpliwości i było mi szkoda, ale warto było. Zyskałam trochę czasu i wiem jak go lepiej wykorzystać. Pozdrawiam!

  • Pięknie napisane. Przeczytałam kilka tekstów i już wiem, że będę zaglądać częściej.

  • Catherine Sophie

    Piękny tekst – całe nasze życie to „coś za coś”. Niestety. Każdy wybór, jaki by nie był idealny i dobry dla nas, wiąże się ze stratą czegoś innego.

    Znasz zasadę 80/20? Warto ją zastosować w takim szukaniu czasu – wyeliminować to, co zabiera nam 20% dnia, a jest odpowiedzialne za 80% naszego czasu wolnego. Np. droga do pracy. 1-2h dziennie, zakładając że pracujemy i śpimy normalnie i jeszcze ogarniamy życie to będzie właśnie te 80% wolnego czasu.

    Dziś moja droga do pracy to dosłownie 5minut. Jeszcze nie tak dawno było to ponad godzinę. Początkowo miałam z tego tyle czasu wolnego (nagle 2 h więcej!) że nie wiedziałam co ze sobą zrobić, dosłownie!:D

    Wiem, że nie dla każdego to takie proste, ale warto szukać tych „wielkich” dziur czasowych, zamiast próbować zyskać minutę na pierdołach. Przeprowadzka bliżej pracy lub zmiana pracy nie są niemożliwe, a z czasem możemy uznać, że były błogosławieniem,

    • Dziękuję za miłe słowa. Uczę się sztuki wybierania, bo tylko tak mogę osiągnąć spokój i skupić się na tym, co najważniejsze. A o zasadzie Pareta już czytałam, ale nie wnikałam w nią jakoś bardzo. To co piszesz wydaje się rozsądne. Muszę przeanalizować swój czas, chociaż na chwilę obecną nie wyobrażam sobie, że mogłabym zyskać 2 godziny. Szczyt marzeń!

  • Pomyślałam nagle o swoich studiach, które porzuciłam po prawie 7 latach bojów tuz przed samą obroną (a przecież „bez studiów jestes nikim”). „Głupio robisz” mówili. A ja po prostu chciałam w końcu robić coś dla siebie, a nie dla innych. Dziś dosłownie sięgam PoWolność w każdej decyzji i chwili, w której świadomie mogę o tym zadecydować. A często już nieświadomie płynę z nurtem siebie 🙂 Dzięki za tekst.

    • Podziwiam! Miałaś odwagę. „Płynę z nurtem siebie” – ładnie powiedziane. Ja też staram się płynąć, chociaż czasem jakieś prądy spychają mnie z obranego kursu 😉